< /TR>
  [Allegro.pl - najwięcej ofert, najlepsze ceny, sprawdź!]
 

● Życzenia ● Aforyzmy ● Biorytmy ● Horoskopy ● Imiona
 ● Miasta ● Święta ● Kartki ● Prezenty ● Dowcipy ● Sennik ● Kontakty
● Kuchnia  ● Forum  ● Deformator  ● Teksty Piosenek  ● Śmieszne 

Poczta

Ustaw stronę startową
Horoskopy - Strona Główna ● Znaki zodiaku ●Znak Zodiaku: Baran ●Znak Zodiaku: Lew ●Znak Zodiaku: Strzelec ●Znak Zodiaku: Rak ●Znak Zodiaku: Byk ●Znak Zodiaku: Panna ●Znak Zodiaku: Wodnik ●Znak Zodiaku: Skorpion ●Znak Zodiaku: Ryby ●Znak Zodiaku: Waga ●Znak Zodiaku: Bliźnięta ●Znak Zodiaku: Koziorożec
Astrologia Dzieje astrologii Planety Domy astrologiczne Aspekty Interpretacje horoskopów
Przepowiednie Przepowiednie dla Polski Przepowiednie dla świata Jasnowidzenie Kolorowe horoskopy Tęczowy horoskop Księżyc Horoskop Inków

Przeszukaj Listonosza

Google
Web listonosz.net



Polecamy Witryny

● blogi ● wizytówki ● praca ● ogłoszenia ● internet ● brukowiec ● bajeczka

Aukcje24.pl

Sponsorzy
Zakupy internetowe -
● www.cogdziekupic.pl
Sklepy internetowe -
● www.megasam.net
Autogiełda -
● www.motostrefa.pl
Portal sklepowy -
● www.megasam.info

Imieniny - Prezenty
Urodziny - Prezenty

 

Teofil Modrzejewski - Medium wywołujące zjawy
 


V-X fenomenologii mediumicznej i materializacyjnej Teofila Modrzejewskiego wypowiedziałem się obszernie w mojej książce pt. Eksterioryzacja - istnienie poza ciałem. Obecnie jeszcze raz podejmuję ten temat i przytaczam nowe szczegóły. Do przedstawionego życiorysu i charakterystyki słynnego medium pragnę dodać ciekawe informacje, podane przez Gustawa Geleya w jego pracy L'Ectoplasmie et la Clairvoyance. Geley znał dobrze Modrzejewskiego, zyskał jego pełne zaufanie i eksperymentował z nim w Instytucie Metapsychicznym w Paryżu w okresie od listopada 1920 do lutego 1921 roku. W posiedzeniach mediumicznych uczestniczył kilkakrotnie prof. Charles Richet. Ostatni seans w obecności Geleya, na którym manifestowała się zjawa tzw. kapłana asyryjskiego, odbył się 11 lipca 1924 roku w Warszawie. Uczony francuski w następujący sposób scharakteryzował osobę medium: »Franek Kluski posiada pięćdziesiąt lat; jest raczej szczupły, średniego wzrostu, o konstytucji neuroartretycznej. W ogólności cieszy się dobrym zdrowiem i nie posiada żadnych wad organicznych. Badania systemu nerwowego wykazały tylko wielką nad wrażliwość. Refleksy wzmocnione, strefy przeczulenia na karku i na lewym górnym i dolnym ramieniu. Pole wzrokowe i reakcje źrenic normalne. Psychiczna wrażliwość jest jeszcze bardziej rozwinięta, niż fizyczna. Franek jest niezwykle sugestywny i emocjonalny W ogólności jego psychologia zdaje się być taka sama, jak u wszystkich silnych mediów. Oczywiście charakterystyczne właściwości, specyficzne cechy, uchybienia lub braki organiczne natury fizycznej lub psychicznej u wielkich artystów, jak równie/ u wielkich mediów, należy rozpatrywać jako nieuniknione zjawisko towarzyszące i jako negatywne uzupełnienie ich geniuszu albo ich mediumiczności. Kluski, który zyskał wolny zawód pisarza i poety jest bardzo sympatyczny, przywiązany, o dużej inteligencji, wykształcona i znający języki. Swoje cudowne właściwości przedstawił on całkowicie bezinteresownie z szacunku dla wiedzy najpierw w służbie znakomitym uczonym swego kraju, a obecnie badaczom Instytutu Metapsychicznego [w Paryżu]. Jego medialność została poddana regularnemu badaniu dopiero od około osiemnastu miesięcy. Uzdolnienia Franka Kluskiego zdają się być dziedziczne; ojciec jego posiadał taki sam dar, choć nigdy nie urządzał seansów. Samorzutne fenomeny manifesowały się stale wokół niego i Franek zachował ze swego dzieciństwa dokładne wspomnienia charakterystycznych przeżyć tego rodzaju [...] Jego stryj, duchowny katolicki, posiadał również uzdolnienia mediumiczne i miał często rzeczywiste wizje. Tak więc dzieciństwo Franka było wypełnione cudownymi opowieściami o wydarzeniach w jego rodzinie, które wywierały na niego wpływ tym większy, że posiadał bardzo delikatne zdrowie. Wszyscy jego bracia i siostry zmarli w młodym wieku; on sam przeszedł w swoich pierwszych latach odrę, szkarlatynę, ospę, tyfus związany z silnym zapaleniem płuc. Dziecko posiadało temperament marzycielski, nie dzieliło zabaw swych rówieśników i chętnie szukało samotności". Franek opowiadał [dr. Geley], że jego ukochana ukazała się zmaterializowana w trumnie na kilku seansach. Tylko jeden raz zobaczył ją niejako umarłą, lecz żyjącą: było to w nocy, gdy pogrążony w głębokim smutku, myślał z wielką intensywnością o swej zmarłej przez czterema laty przyjaciółce. Nagle zobaczył ją uśmiechniętą, siedzącą na brzegu łóżka tuż koło niego. Pocałowała go w czoło i w usta, rozmawiała z nim długo i deklamowała mu wiersze, jak za życia. Potem zniknęła. Franek zanotował jej słowa. Między dwudziestym a czterdziestym szóstym rokiem życia medialność Franka pozostawała w stanie utajonym. Zawodowo bardzo zajęty, żonaty, i ojciec rodziny, Franek nie zwracał prawie uwagi na swoje wizje. Jego medialne zdolności obudziły się i ujawniły przypadkiem dopiero z końcem 1918 roku na seansie z medium Janem Guzikiem [prowadzonym przez dr. Tadeusza Sokołowskiego, któremu przypada zasługa odkrycia medialnych zdolności Klusegoj. Gdy Guzik się pożegnał, przyjaciołom Franka przyszło do głowy spróbować, czy i bez medium nie udało by się osiągnąć jakichś objawów. Ku wielkiemu zdumieniu zebranych zjawiska świetlne wystąpiły w pobliżu Franka. Obok niego siedziała młoda panna, którą wszyscy uznali za medium. Nie chciała się ona jednak poddać doświadczeniom. Drugi seans z Guzikiem dal podobne wyniki i po odejściu medium fenomeny rozwinęły się znów wokół Franka. Obecni zrozumieli, że posiada on właściwości medialne. Franek nie chciał tego uznać i nawet pogniewał się ze swymi przyjaciółmi. Dopiero po kilku tygodniach zgodził się na dalsze seanse, zawsze z doskonałym wynikiem. W ciągu lata i jesieni 1920 roku Franek przestał seansować. Służył jako ochotnik w wojsku polskim w czasie wojny z bolszewikami, które odparło hordy azjatyckie dopiero u bram Warszawy. Zdemobilizowany i bardzo wyczerpany, nie odmówił prośbie Instytutu Metapsychicznego, aby udał się do Paryża i odbył tam wiele seansów mediumicznych. Jeszcze jeden wielce osobliwy wypadek w jego życiu godny jest zanotowania. W wieku dwudziestu siedmiu lat miał pojedynek i kula przebiła mu serce. Kula weszła w ciało w okolicy czwartego żebra i nie została wydobyta. Zdjęcie radiograficzne z 1924 roku pokazuje, że kula ześliznęła się w dół i że znajduje się obecnie w ciele na wysokości dziesiątego żebra. Franek -jak wspomina dr G. Geley - opowiadał mu z humorem perypetie tego pojedynku i opisywał zdumienie lekarza, gdy ranny, którego w pierwszym momencie uważał za zabitego, odzyskał przytomność. Od tego czasu jednak Franek doznaje silnych ataków bicia serca, które czasem występują w toku seansów, albo po seansie". Tak przedstawia się własna relacja Teofila Modrzejewskiego, podana przez Gustawa Geleya w jego cytowanej książce. Nauka w poszukiwaniu nieznanej energii Wielka światowa sława polskiego medium ugruntowała się w Międzynarodowym Instytucie Metapsychicznym w Paryżu. Tam stwierdzono rzeczywistość zjawisk mediumicznych, tam też rozpoczęto ich systematyczne badanie w warunkach laboratoryjnych. Ich głównym inspiratorem i kontynuatorem był dyrektor Instytutu, Gustaw Geley, a wśród uczonych, którzy eksperymentowali z Modrzejewskim znaleźli się oprócz wspomnianego już prof. Karola Richeta, słynny astronom francuski Camille Flammarion, fizyk hr. de Armaud Gramont, znany francuski paleontolog, prof. Henri Breuil oraz doświadczony w zakresie parapsychologii polski badacz, hrabia Juliusz Potocki. Wyniki posiedzeń były ogłaszane w dwumiesięczniku Instytutu ,,Revue Metapsychiąue", a przedrukowywała je przeważnie z obszernymi komentarzami prasa codzienna i tygodniowa w Europie i w Stanach Zjednoczonych. W paryskim, Międzynarodowym Instytucie Metapsychicznym zostało przeprowadzonych czternaście posiedzeń, a pozostałe w gronie znajomych Modrzejewskiego w Paryżu, Florencji i Wiedniu. Przechodzę teraz do opisu organizacji badań. Do eksperymentów materializacyjnych została przygotowana w Instytucie specjalna, nie posiadająca okien prostokątna sala o wymiarach 9x5 metrów, usytuowana na parterze. Prowadziło do niej dwoje drzwi zamykanych zawsze na klucz po wejściu medium i eksperymentatorów. Oświetlenie sali składało się z trzech szeregów lamp elektrycznych, zabarwionych na czerwono i żółto i zamocowanych na plafonie. Najczęściej jednak korzystano z jednegi źródła światła, mianowicie z 50-watowej czerwonej lampy, której intensywność można było dowolnie regulować i którą możmi było zawieszać na stojaku na różnych wysokościach. Oprócz wymienionych rodzajów oświetlenia badacze posługiwali się dużymi ekranami fosforyzującymi, pokrytymi siarczkiem cynku i zaopatrzonymi w uchwyty. Światło tych ekranów posiada tę zaletę, że jest lepiej znoszone przez twory materializujące się od światła czerwonej lampy. Ich fosforescencja podobna jest do tej, jaką one same często emitują. Ekrany te posiadają jednak tę niedogodność, że oświetlają jedynie otoczenie i przedmioty znajdujące się w obrębie ich promieniowania. Należy podkreślić, że eksperymentowanie w specjalnie do tego celu przygotowanym laboratorium całkowicie uniemożliwia współdziałanie jakichś pomocników. W tych warunkach uzyskano m.in. odlewy zmaterializowanych rąk. Fenomen ten zachodził w świetle czerwonej lampy, które pozwalało na dokładną obserwację sylwetki medium oraz osób obecnych. Do sprawy tej jeszcze wrócimy. Medium siedziało zwykle na krześle przed tzw. czarnym gabinetem, którego zasłony były całkowicie rozsunięte. W posiedzeniach z Modrzejewskim był on więc niepotrzebny. Kontrola medium polegała na trzymaniu obu jego rąk przez dwóch eksperymentatorów siedzących z prawej i lewej strony. Kontakt z Teofilem sprowadzał się także do zetknięcia jego nóg i kolan z nogami i kolanami kontrolerów, co umożliwiało rejestrowanie każdego jego ruchu. Medium przez cały czas trwania posiedzenia było całkowicie nieruchome. Czasami tylko, będąc w stanie transu, opierało swoje czoło na stole lub przechylało głowę na ramię jednego z eksperymentatorów. Ręce nie poruszały się wcale. Badacze zwracali szczególną uwagę na możliwość tzw. podstawienia rąk i nigdy nie zarejestrowali nawet najmniejszej próby dokonania przez medium takiego manewru. Ldacze nie kontrolowali ubrania Modrzejewskiego, nato-t często przeprowadzali jego badania lekarskie. Nie znajdowano przy tym niczego podejrzanego. Zresztą Teofil miał zwyczaj całkowitego opróżniania przed seansem kieszeni swego ubrania, tak że przylegało ono do jego ciała bez żadnych wypukłości. Bacznie obserwowany przez cały czas, nie mając dostępu do sali posiedzeń przed ich rozpoczęciem i po ich zakończeniu, nie mógłby przygotować niczego, co uszłoby uwagi obserwatorów. Gustaw Geley podkreśla, że żadne wiązania, łańcuchy, pieczęcie itp. nie są tak skuteczne, jak prosta i pewna kontrola obu jego rąk. Podczas posiedzenia eksperymentatorzy tworzyli łańcuch, tzn. trzymali się za ręce. Żadna osoba nie pozostawała za łańcuchem, a obaj kontrolerzy zajmowali miejsca w pobliżu źródła światła, mając medium w środku i trzymając je za ręce. Z tyłu na stoliku znajdował się fosforyzujący ekran. Na początku posiedzenia światło przyciemniano i czekano na zjawiska. Jeśli seans był udany, następowały one prawie natychmiast. Zwykle trwał on pół godziny, potem następowała przerwa, w czasie której wyczerpane medium piło herbatę. Należy podkreślić, że w tym czasie Modrzejewski po przebytej kampanii wojennej nie cieszył się dobrym zdrowiem. „Reakcje medium - mówi Gustaw Geley - były następujące. Nie skarżyło się, nie wzdychało i nie wydawało jęków. Ręce pozostawały wrażliwe i ciepłe, tylko oddychanie i puls były przyspieszone. Krótko mówiąc, Franek nie okazywał żadnych objawów wrażliwości, jakie stwierdzono u wielu mediów, np. u Ewy Carriere. Natomiast reakcja następująca po posiedzeniach jest bardzo silna. Nigdy go nie hipnotyzowano. Wpada on sam bardzo szybko w stan podobny do półtransu, jednak zachowuje przy tym świadomość wszystkiego, co dzieje się wokół niego. Rzadziej wpada w pełny trans z jednoczesną amnezją. Podczas półtransu Franek zachowuje się biernie. Może on wtedy obserwować fenomeny, ale każda próba aktywnego współdziałania i najmniejszy akt woli z jego strony powoduje natychmiastowe ustanie zjawisk. On sam przekłada półtrans nad trans pełny, ale niewątpliwie manifestacje w stanie głębokiego transu są silniejsze od tych, które zachodzą w półtransie". Po seansie medium czuje się bardzo osłabione i oszołomione. Zwykle wypoczywa leżąc nieruchomo na łóżku i poci się, czasami występuje wzmożone bicie serca oraz krwawe wymioty. Palące pragnienie zmusza je do picia dużej ilości wody. Potem stopniowo przychodzi do siebie. Również eksperymentatorzy po posiedzeniach czują mniejsze lub większe zmęczenie i wyczerpanie nerwowe. Trudno jest jednak stwierdzić, w jakim stopniu należy je przypisać wyczerpaniu energii życiowej czy też napięciu spowodowanym obserwacją. Przejdźmy teraz do samych fenomenów. Geneza materializacji jest tajemnicza i dotychczas niezbadana. Wiemy jedynie, że tkanki i człony zmaterializowane powstają z substancji pierwotnej, wydzielanej przez medium i częściowo przez uczestników seansu. W parapsychologii substancja ta nosi nazwę ektoplazmy. Ektoplazma występuje jako ciało stałe, płynne lub gazowe. U większości mediów pojawia się ona przeważnie w dwóch ostatnich postaciach. Zachodzi to także u Modrzejewskiego. Kolejność zjawisk jest następująca. Najpierw daje się wyczuć przenikliwy zapach ozonu, który ginie nagle, tak jak się pojawił. Następnie w słabym oświetleniu widzi się rodzaj mgły albo pary ukazującej się nad głową medium. Fosforyzuje ona lekko i powoli unosi się do góry. W tym samym czasie manifestują się liczne nietrwałe światła o różnej wielkości. „Robiły one wrażenie - mówi G. Geley - jakby ram świetlnych dla niewidzialnych organów z lekko tylko zarysowującymi się końcami palców i konturów twarzy". Gdy materializacja ukończyła się, pojawiły się twarze i ręce całkowicie uformowane. Niekiedy fosforyzowały one własnym światłem. Światła przedstawiają pierwsze fazy materializacji. Czasem gasną one natychmiast, to znów powstają z nich charakterystyczne formy ludzkie. Tego rodzaju zjawiska zawsze towarzyszyły procesom materializacji na seansach z Modrzejewskim. „Często miały postać łańcucha z białawej mgły, miejscami silnie świecącej, których rozmiar i forma zmieniały się jak obłok. Tu i tam w świetlnym łańcuchu tworzyły się małe, bardziej błyszczące punkty. W innych wypadkach były to światła jak gdyby odosobnione. Przyjmowały często formę krążków prawie okrągłych, a wielkość ich dochodziła wielkości monety dwu-, a nawet pięciofrankowej. Krążki te nie były jednakowe. Punkty stwarzała mgła świetlna, na której wyróżniały się dwa lub trzy centra silniej błyszczące. Światło tych punkcików można by porównać do światła świętojańskich robaczków. Światełka te fruwały zwykle dookoła medium, ale często oddalały się od niego. „Obserwowałem - mówi G. Geley - że podnosiły się bardzo wysoko, aż do wysokości dwóch i pół metra. Mogłem zaobserwować, że światła były często zarysami form organów ludzkiego ciała. Rozpoznawałem np. bardzo charakterystyczne końce palców, gdyż w dotknięciu i na wygląd robiły wrażenie palców ludzkich. Specjalnie zanotowałem to sobie na seansie z 21 grudnia. Ile razy ktoś z uczestników seansu twierdził, że został dotknięty, widziałem dokładnie zbliżające się do niego światełko i w tej chwili ten ktoś wołał: «zostałem dotknięty». Na seansie z dnia 12 listopada dwa duże światła jakby dwa półksiężyce w zmniejszeniu spotkały się, połączyły się, stworzyły jedną niewyraźną masę, następnie znikły. Na seansie w dniu 14 listopada światła powstawały i zwiększały się z niezmierną szybkością. Jedno z tych świateł było bardzo interesujące, jakby silnie świecąca chmura; zdawało mi się, że widzę twarz w stadium materializowania się w normalnych rozmiarach i kształtach. Znajdowała się na wysokości człowieka, na prawo od prof. Richeta, który kontrolował lewą rękę medium. Zjawa ta trwała prawie pół minuty, to zwiększając się, to zmniejszając". Relacja Gustawa Geleya jest bardzo ciekawa, był on bowiem bardzo doświadczonym obserwatorem zachodzących zjawisk. Zmienność natężenia form świecących, ich nagłe znikanie i pojawianie się oraz zmiany barwy wykluczają całkowicie ewentualne wywoływanie ich w sposób oszukańczy. Podobne obserwacje oprócz Geleya poczynili inni obserwatorzy. Prof. K. Richet w swoim sprawozdaniu z seansu z 15 listopada podaje: „małe punkciki, raczej niebieskawe niż zielone, średnicy około 3 mm błądziły w powietrzu dosyć daleko od medium, bez żadnego poruszenia z jego strony". Znamienne były reakcje na zjawiska świetlne Camille Flammariona. 20 listopada brał on udział w seansie wraz ze swoją żoną. Zaobserwowane zjawiska opisał w następujący sposób: „coś w rodzaju gwiazd ukazywało się tu i tam, wirując wokoło medium po prawej i lewej jego stronie. Zapalały się wolno i gasły w mroku jak błędne ogniki. Niektóre z nich rozwijały się szeroko i tworzyły warstwy chmur różnych rozmiarów: Tu chciałem wspomnieć o fakcie - dodaje G. Geley -jaki miał miejsce na tym seansie, a który posłuży do silniejszego jeszcze scharakteryzowania dziwnego i niezatartego wrażenia, jakie seanse z Kluskim wywierają na uczestnikach. Pamiętam jak w czasie tego seansu siedzący przy medium i kontrolujący j z jednej strony pan Camille Flammarion znalazł się raptem w samym środku najsilniejszych objawów. To zrobiło na nim tak silne wrażenie, że prosił o chwilowe przerwanie seansu w celu zmienienia miejsca. Ponieważ zmiana miejsca nie zdołała jednak wpłynąć na niego uspokajająco, opuścił laboratorium przed zakończeniem seansu". G. Geley sprostował wyrażony wyżej pogląd Flammariona stwierdzając, że nie światła rozwijają się, aby następnie ukształtować mgłę ektoplazmiczną, lecz że przeciwnie, stanowią one mniej lub więcej skondensowane ogniska wydzielane przez medium. ,,W każdym razie - mówi on - powtarzamy raz jeszcze, że zdaje się nam, że owe świetlne zjawiska są wytworem eks-terioryzacji substancji pierwotnej w kształcie mgieł i przedstawiają pierwsze stadium materializacji zjaw u Kluskiego i u większości mediów". Uczestnicy obserwowali również u Modrzejewskiego substancję pierwotną w stanie płynnym i stałym. W tym pierwszym tworzy ona białe świecące plamy wielkości grochu lub nieco większe i jest rozrzucona na ubraniu medium. Objawiają one bardzo silne świecenie, silniejsze niż u Ewy C. Raz tylko Gelley zaobserwował wydzielającą się z lewego boku medium białą zestaloną substancję, która prawie momentalnie przybrała kształt ręki. Ręka ta dotknęła ramienia prof. Richeta, który zresztą nie widział jej, na co natychmiast zareagował stwierdzając, że został dotknięty. Materializację członków ludzkich uczestnicy stwierdzili w trojaki sposób, mianowicie za pomocą wzroku, dotknięcia i odlewów tych członków w parafinie. Słabe światło, którym posługiwali się w laboratorium, umożliwiało tylko częściowe i niezbyt dokładne obserwowanie zjawisk. Dostrzegali więc zarysy rąk świetlnych i wspomnianą wyżej rękę ukształtowaną z masy wydzielającej się z boku medium. Geley przytoczył ciekawy opis materializacji, którą zaobserwował na seansie z 20 listopada. ,,Ja trzymałem lewą rękę, a pan J. Potocki prawą rękę medium. (Kontrola była doskonała). Pomiędzy innymi ciekawymi zjawiskami nagle ujrzałem drugą rękę, długą i cienką, aż do łokcia, która zmaterializowała się przed moimi oczyma, zakreśliła wolne koło, przesunęła się koło medium i dotknęła panią Geley, która była obecna na seansie i siedziała naprzeciw mnie. Cała ta ręka, przedramię i ramię były widoczne. Była to ręka męska, bardzo piękna, o delikatnej dłoni. Przedramię spowite było w białą tkaninę, z podłużnymi bardzo starannie ułożonymi fałdami. (Medium nosiło czarny surdut). Po dotknięciu pani Geley ręka /nikła". Uczestnicy seansu dość rzadko widzieli ręce zmaterializowane. natomiast częściej stwierdzali ich istnienie przez bezpośrednie dotknięcie. Następowało to na wszystkich seansach. Dotknięcie rąk konstatowali przede wszystkim kontrolerzy, siedzący obok Modrzejewskiego oraz inni uczestnicy posiedzeń. Rejestrowano normalne dotknięcia rąk ludzkich, które były cieple i wykazywały normalną temperaturę rąk ludzi żyjących. Dotknięcia były delikatne, ręce dotykały lekko i ostrożnie głów, względnie ramion osób obecnych na seansie. Oto kilka notatek G. Geleya. „Seans z 15 listopada. Przy znakomitej kontroli mojej i prof. Richeta, kontrolerzy i uczestnicy seansu czuli różnorodne dotknięcia palców, fruwanie welonu i wyraźne muśnięcie. Prof. Richet zanotował: «Cztery albo pięć razy uczułem bardzo lekkie dotknięcie, które mogę porównać do dotknięcia dziecka lub młodej dziewczyny». Seans z 20 listopada. (Kontrolę na prawo miał p. Flammarion, na lewo ja). Dotknięcie było podzielone na nas obu. P. Flammarion udzielił swego miejsca swej żonie, która też była obecna na seansie i ona też czuła te same dotknięcia. Oto co nam pisze pani Flammarion: «Twierdzę, że cały czas kiedy znajdowałam się po prawej stronie medium, ani na chwilę jego mały palec prawej ręki nie porzucił małego palca mojej ręki. Mój mąż uczuwał dotknięcie na lewym ramieniu i na łopatce. Z chwilą gdy ja zajęłam jego miejsce, uczułam, że jestem z kolei dotykana. Niewidzialna ręka przebiegła po całym moim ciele, zaczynając od lewej strony i przechodząc bardzo szybko na prawą. Kilkakrotnie uczułam jakiś kształt zbliżający się do mnie i ktoś mnie dotknął. W drugiej części seansu dotknięcia powtórzyły się wzdłuż mojego ciała. Czułam, że zbliża się ktoś niewidzialny. Ręka czyjaś przebiegła moje włosy, chciała mi wyjąć grzebienie, ale tylko rozrzuciła mi kompletnie uczesanie. Usłyszałam uderzenie od dołu do góry mojego krzesła. Miałam wrażenie teraz, że ten ktoś znajduje się po mojej lewej stronie. Czyjaś ręka (omackiem) wahając się posunęła się, skrobiąc po stole jakby czegoś szukała i nie zdziwiłam się, gdy uczułam dotknięcie Na seansie z 23 listopada 1920 r. - mówi G. Geley - tak ja i w dniu 15 listopada czułem swoją lewą ręką obie ręce medium, jak również i rękę drugiego kontrolera. Zauważyłem, że w tych warunkach kontroli czułem na lewym ramieniu i na głowie dotknięcie jakiejś bardzo dobrze zbudowanej ręki, w pewnej chwili jakaś dłoń chwyciła raptownie moje ramię i odciągnęła mnie w tył przerywając kontakt z medium". Na wszystkich udanych seansach odbytych w Paryżu uczestnicy zaobserwowali zjawy ludzkich twarzy. W opisanych warunkach kontroli, tzn. podczas przeprowadzania posiedzeń w zamkniętych pomieszczeniach laboratoryjnych uniemożliwiających jakiekolwiek oszustwo, przy całkowitym unieruchomieniu medium i słabym świetle czerwonym, zjawiska tego rodzaju sprawiły eksperymentatorom szczególną satysfakcję. Pojawiające się twory nosiły wszystkie charakterystyczne cechy normalnych twarzy ludzkich. Posiadały wielkość naturalną i pojawiały się najczęściej z tyłu medium lub po jego bokach. W większości jednak ukazywały się ponad głową Modrzejewskiego i obecnych osób. Widziano jedynie twarze, natomiast korpus był niewidoczny. Czasami pojawiało się zmaterializowane popiersie. Słabe światło uniemożliwiało dokładne rozpoznanie rysów ukazujących się twarzy. Zjawy, jak gdyby wychodząc naprzeciw życzeniu uczestników, podnosiły któryś z ekranów fosforyzujących i oświetlały się nim, to znów oświetlały się specjalnym rodzajem substancji fosforyzującej, którą same wytwarzały. G. Geley podaje w swym sprawozdaniu, że ,jedna ze zjaw przypominała w uderzający sposób piękny klasyczny obraz pędzla Jamesa Tissota". Jak wiadomo, Tissot brał udział w seansie materializacyjnym medium E. Garrett i namalował zaobserwowaną scenę materializacji zjaw Araba ,,Uvani" i młodej, bardzo pięknej kobiety, które często pojawiały się na seansach z tym medium. Zjawy te oświetlały się same światłem wychodzącym z ich rąk. ,, W końcu - mówi G. Geley - dosyć często zjawy oświetlały się swoim własnym światłem. Twarze te robiły wrażenie żywych. Oczy ich były żywe, wpatrywały się w uczestników. Wyraz twarzy łagodny i stanowczy ujawniał poważne dostojeństwo. Zdawało się, że posiadają one samowiedzę ważności swej roli". Odrębną grupę zjawisk stanowiły materializacje form zwierzęcych. Występowały one dość często na seansach Modrzejewskiego. W protokołach wymieniony jest ptak drapieżny oraz dziwna istota stanowiąca twór pośredni między małpą a człowiekiem. Opisano ją, „jako postać ludzką, o twarzy małpiej, ale posiadającej czoło rozwinięte prawidłowo i ciało pokryte szczeciną, ramiona długie, ręce silne i długie". Badacze francuscy otrzymali wiele foremek parafinowych (odcisków rąk i stóp), z których sporządzili następnie odlewy gipsowe. Ich fotografie zamieszczono w cytowanym dziele G. Geleya. Zarejestrowano również objawy typu intelektualnego; zawsze łączyły się one z manifestacjami fizycznymi. Miały przebieg planowy i inteligentny, wskazujący na istnienie jakiejś działającej wtedy inteligencji. „Dotknięcia, światełka, pukanie, materializowanie się twarzy - mówi G. Geley - wszystkie te zjawiska miały jakiś widoczny określony cel, wyraźny rozum i pozór autonomii. Foremki parafinowe wymagały prawdziwej współpracy z otoczeniem. Na naszą prośbę otrzymaliśmy foremki nogi. Na moją specjalną prośbę otrzymałem później w Warszawie dwie foremki obejmujące rękę i przedramię aż do łokcia, były to foremki bez błędów, o jakich poprzednio wspominaliśmy. ... Inne zaś zjawy podobnie tak jak my interesowały się otrzymanymi rezultatami. Widziałem w Warszawie, jak jedna ze zjaw chwyciła ekran [fosforyzujący] i skierowawszy go na rękawiczki, przypatrywała się im z niekłamanym zainteresowaniem". W zakończeniu swego sprawozdania G. Geley stwierdził, co następuje: ,,My sami, którzy poszukujemy systematycznie zjawisk najbardziej złożonych, przede wszystkim otrzymywaliśmy fotografie twarzy i rąk bardzo pickne, których organizacja anatomiczna nie pozostawiała nic do życzenia. Lecz jeśli psychika medium i otoczenia gra dużą rolę w zjawiskach, to jednak nie można twierdzić, że rola ta jest wyłączną i zasadniczą. Według wszelkiego prawdopodobieństwa inicjatywa zjawisk nie pochodzi od medium ani od uczestników. Objawiona tu jest wola obca. Bezwarunkowo wola ta według wszelkiego prawdopodobieństwa może mieć swoje źródło w otoczeniu. Ale jest to hipoteza naprawdę trudna i skomplikowana. Zdawałoby się, że najłatwiej byłoby zadecydować stanowczo «wszystko pochodzi od medium: materia, siła i kierująca inteligencja. Ale to nie zawsze zgadza się z faktami. Na wszelki wypadek roztropniej będzie wstrzymać się z przedwczesnym sądem w tej decydującej sprawie i powiedzieć po prostu: wszystko co dzieje się na dużych seansach, a mianowicie: 1. Przebieg zjawisk, inicjatywa, zasadnicza dyrektywa kierująca, pochodzi od istot niezależnych i samodzielnych. 2. Ta psychiczna, zasadnicza dyrektywa składa się z czegoś nie dającego się zanalizować i nie do rozwikłania i z pierwiastków umysłowych świadomych i podświadomych wziętych z medium i otoczenia»". Badacze francuscy, Charles Richet, M. Arnaud hr. de Gra-mont, Gustaw Geley oraz Polak Juliusz hr. Potocki, byli bardzo zadowoleni z manifestacji mediumicznych i wyników uzyskanych na seansach z Modrzejewskim, tak w Paryżu, jak później w Warszawie. Dał temu wyraz G. Geley w następującym oświadczeniu. „Jesteśmy głęboko wzruszeni sympatią, z jaką nasze wysiłki zostały przyjęte w Warszawie. Nasi wielcy przyjaciele Polacy zrozumieli tak jak my, że wieczna przyjaźń Francji z Polską powinna wydawać owoce nie tylko na tle politycznym, ale też na polu wiedzy i ideału. To samo czuł i Franek Kluski, wielki patriota, który przybył do Paryża, aby ofiarować naukowym badaniom swą znakomitą medialność. Nie wiemy jak mu dziękować... Usługa, którą oddał Instytutowi Metapsychicznemu i wiedzy, nie da się objąć formułą podziękowania". Przytoczone wywody Geleya i Okołowicza, oparte na ich seansowych obserwacjach, wydają się nam bardzo kontrowersyjne i stanowią zaczyn do burzliwych i gorących dyskusji. Odżywa tu doktryna spirytystyczna i wszystkie wypływające z niej konsekwencje. Na ten temat wypowiadałem się już w książce pt. Ekst££i£)ryzacja. Przyrodnika interesują przede wszystkim fakty. ~Ztego względu problematykę tę pozostawiam jako otwartą i wymagającą dalszych szczegółowych badań. Na zakończenie tego rozdziału pragnę omówić jeszcze dwie ciekawe właściwości mediumizmu Teofila Modrzejewskiego. Charakterystycznym objawem manifestującym się na jego seansach jest woń ozonu. Po raz pierwszy została ona stwierdzona przez inż. Arnauda hr. Gramonta i dr. Gustawa Geleya w Paryżu oraz przez polskich lekarzy i przyrodników w Warszawie: dr. med. Czesława Jankowskiego, dr. med. Leona Karwackiego, dr. med. Tadeusza Sokołowskiego, dr. med. Aleksandra Bylinę, dr. chemii Kazimierza Nenckiego i innych. „Woń ozonu - mówi N. Okołowicz - wydziela się przede •wszystkim z emanacji świetlnych, z którymi zdaje się pozostawać w najbliższej łączności. ... W przeważnej ilości wypadków silniejsze skupienia świetlne robią wrażenie, jak gdyby były ogniskiem większego skupienia ozonu". Jednocześnie z wydzielającymi się w ciemności dymami i mgławicami występuje ona w całym pomieszczeniu. Jak można sądzić, emanuje z osoby medium, najsilniej zaś z jego głowy i dłoni. Trwałość woni ozonu dochodzi do kilku godzin, a gdy stan oszołomienia medium przedłuża się - może istnieć do 48 godzin. „Woń ozonu wydziela się jeszcze czasami i z organizmu Modrzejewskiego w chwilach świadomego wysiłku medialnego. Występuje to np. (w pełnym świetle) w czasie doświadczeń z busolą lub galwanometrem, a czasami też w chwilach, gdy medium usiłuje naprawić lampę elektryczną zgasłą raptem z niewiadomych przyczyn, lub uruchomić zegar też z niewiadomych powodów wstrzymany w ruchu. Woń ozonu nie występuje wtedy w czasie manipulacji, lecz wydziela się dopiero raptem w chwili, gdy pod wpływem usiłowań medium, następuje zaświecenie lampy, albo poruszenie się igiełki busoli, lub galwanometru, czy też poruszenie się mechanizmu zegara. W takich wypadkach woń ozonu, o ile wydziela się raptownie i wyraźnie, o tyle trwa krótko i bardzo szybko znika. Niejednokrotnie emenacje ozonu bywają tak silne, że nie tylko ubranie i bielizna medium zostają przesiąknięte jego wonią, ale i tkaniny, których się medium wtedy dotykało, a następnie i pomieszczenia, w których przebywało, zachowują dość długo tę charakterystyczną woń. Dotyczy to w części i uczestników, których ubrania bywają, po niektórych seansach, przesiąknięte wonią ozonu". Przechodzę teraz do opisu następnej, bardzo ciekawej właściwości. Jak wiadomo, od dawna prowadzone są bardzo liczne badania nad oddziaływaniem pola magnetycznego i elektromagnetycznego na organizm człowieka. Natomiast bardzo rzadko mówi się o działaniach ferromagnetycznych osób uzdolnionych medialnie. Należał do nich również Teofil Modrzejewski. Zanim omówię tę niezwykłą właściwość, chwilę uwagi pragnę poświęcić jego poprzednikom. Wspominałem już o doświadczeniach magnetycznych prof. Zóllnera ze Siadem, a także wzmiankowałem o eksperymentach pani Ruf, demonstrowanych przez Karola barona von Reichenbacha profesorom Fechnerowi i Erdmannowi. Obecnie opiszę bardziej szczegółowo te próby. Fechner umieścił na stole zwykłą busolę z igłą o długości kilku centymetrów, znajdującą się pod przykryciem szklanym. Rei-chenbach polecił pani Ruf poruszać palcem tu i tam przed oprawką (nie nad nią, tylko przed nią). Igła poczęła natychmiast wykonywać podobne wahania, jakie wywołuje zbliżenie sztabki żelaznej lub magnesowej. Wychylenia były dość znaczne, a doświadczenie powtarzane kilkakrotnie udawało się za każdym razem, także wtedy, gdy Reichenbach znajdował się w innych częściach pokoju. Próba udała się też, gdy palec został zbliżony i oddalony od drugiego bieguna igły. Prof. Fechner nie potrafił wykonać takiego działania. Badacze dokładnie skontrolowali palce osoby badanej; musiała ona ściągnąć rękawy aż do łokci, celem wykazania, że nie ukrywa tam żelaza, względnie igły wciśniętej pod skórę. Próba powtórzona po kilku dniach przyniosła ten sam rezultat, przy czym Reichenbach siedział z boku. Zawsze przy tym biegun południowy igły był odpychany, natomiast północny przyciągany, niezależnie od tego, czy nastawiono lewą, czy też prawą rękę, albo ramię. Obie ręce zachowywały się więc jednakowo, co pozostawało w sprzeczności z teorią Reichenbacha. Przypominam tu, że Slade wytworzył Zóllnerowi południowy monopol magnetyczny. Fechner i Erdmann wykonali różne próby z pojedynczymi palcami medium oraz z zestawionymi pojedynczymi palcami obu rąk, np. z oboma wielkimi palcami, następnie środkowymi itd..., oraz ze wszystkimi palcami połączonymi, zawsze z tym samym rezultatem. W ostatnim przypadku wychylenie igły wynosiło 40-50°, najwięcej w każdą stronę prawie 90°. Prof. Fechner wypowiedział się o tych eksperymentach w sposób następujący: „Czy rzeczywiście nie zachodziło tu złudzenie? Podczas przeprowadzonych prób nie dostrzegłem absolutnie żadnego i wyznaję, że dzięki nim zostałem przekonany, ale dodaję stanowczo, że dla wiedzy nie ma nic bardziej pożytecznego, jak skierowanie uwagi na ten przypadek i zachęcenie do wyszukania zjawisk potwierdzających". Tak pisał Gustav Theodor Fechner, znakomity niemiecki fizyk, filozof i psycholog. Oddziaływanie na igłę magnetyczną było pierwszym objawem tego medium i ujawniło się z początkiem 1919 roku. Doświadczenia były wykonywane w pełnym świetle dziennym i wzbudziły duże zainteresowanie zarówno osób obecnych, jak Modrzejewskiego. Wymienione objawy występowały raz silniej, raz słabiej, niekiedy zaś medium, mimo wysiłku, w ogóle nie mogło ich wywołać. Norbert Okołowicz opisał następujące wydarzenie. 27 stycznia 1921 roku w Wiedniu udał się z Modrzejewskim do jednego z optyków celem naprawy okularów. ,,W chwili gdy Modrzejewski podając optykowi okulary wyciągnął rękę ponad szklaną ladę, pod którą znajdowało się kilkadziesiąt rozmaitego typu kompasów, igiełki tychże zaczęły w sposób bardzo gwałtowny poruszać się w najrozmaitszy sposób. Zwróciło to od razu uwagę optyka, potem moją, a na sam koniec Modrzejewskiego, który z powodu choroby i wyczerpania, był wówczas w stanie apatii. Ponieważ ani ja, ani Modrzejewski nie mieliśmy ochoty do udzielania optykowi wyjaśnień, opuściliśmy sklep jak najprędzej, przy tym zauważyliśmy, że przy powtórnym zbliżeniu się Modrzejewskiego do lady, igiełki znów zaczęły się niespokojnie poruszać, jakby z podwójną energią". Cytowany autor przytoczył w swej pracy dwa protokoły z doświadczeń Modrzejewskiego z igłą magnetyczną. Ze względu na fakt, że próby te zostały wykonane w Warszawie przez Polaków oraz że opisy tego rodzaju badań bardzo rzadko spotyka się w światowej literaturze naukowej, podam tu ich streszczenie. Pierwsze kontrolowane doświadczenia bezpośredniego oddziaływania medium na igłę magnetyczną zostały wykonane w dniu 16 września 1921 r. w Warszawie w obecności Teofila Modrzejewskiego, hr. Guy du Bourg de Bozas'a, Stanisława Jelskiego i Norberta Okołowicza. Wykonano siedem prób i na ogół skonstatowano, że po zbliżeniu rąk medium „igły kompasów poruszały się wykonując niejednokrotnie bardzo silne i gwałtowne ruchy, w każdym prawie poszczególnym wypadku różne od ruchów uzyskanych w ciągu każdej poprzedniej próby". Próba 1. Medium zbliżyło na odległość około 2 cm obie ręce złożone dłońmi ku dołowi do kompasu „Bezarda", znajdującego się na stole. „Igła zadrgała w kierunku pionowym, po czym przesunęła się w kierunku palców o 10 stopni i powróciła na miejsce, po czym znów o 15 stopni w kierunku palców medium". Gdy Modrzejewski kilkakrotnie zbliżył ręce do piersi (plexus solariś), a następnie przysunął je do kompasu, spowodował wskutek tego „silniejszy ruch igły, która ostatecznie odchyliła się o 80 stopni (tzn. 40 stopni w jedną i drugą stronę, licząc od pozycji spokojnej)". Próba 2. Odbyła się ona z kompasem zwyczajnym ustawionym obok kompasu „Bezarda". Medium przysunęło ręce do miejsca, w którym spoczywała „strzałka północna, przy czym pochyliło się nad kompasem „Bezarda" znajdującym się wówczas w odległości około 30 cm od jego łokci. Wtedy igła tego kompasu zaczęła się niespokojnie poruszać z coraz to wzrastającą gwałtownością, wreszcie przekręciła się kilkakrotnie dokoła swej osi raz w jednym, raz w drugim kierunku". W tym samym czasie igła kompasu zwyczajnego odchylała się w obie strony o 20 stopni od punktu stałego. W próbie trzeciej igły obu kompasów, zwyczajnego i „Bezarda", za zbliżeniem poziomym prawej ręki medium, wykonywały ruchy odchylając się o 20 stopni w obie strony. Próba 4. Modrzejewski po zgięciu przedramienia zbliżył na odległość około 8 cm łokieć do kompasu „Bezarda". Koliste ruchy łokcia wywołały ruch igły, która „zaczęła odwracać się za ruchem łokcia opisując kilkakrotnie koła dokoła swej osi w jedną i drugą stronę, w końcu rozbujała się tak gwałtownie, jak pod działaniem dużego magnesu przysuwanego z mniejszej odległości, niż łokieć medium". Próba 5. Medium postanowiło nagle uspokoić rozkołysane podczas poprzedniej próby obie igły i zbliżyło palce do obu kompasów, „wykonywując równocześnie poziome ruchy w kierunku prostopadłym do zasadniczej pozycji igieł; ruchy te robione były w kierunku przeciwnym ich wahaniu". W wyniku tych ruchów obie igły bardzo szybko uspokoiły się i przybrały pozycję poprzednią (kierunek północny). Po odsunięciu ręki zaczęły się ponownie lekko wahać. Próba 6. Powtórzenie próby pierwszej spowodowało bardzo silne wahanie igieł. W ostatniej próbie, siódmej, Modrzejewski oddziaływał kolejno końcami palców na oba bieguny igieł. „Igła kompasu zwyczajnego reagowała silniejszymi odchyleniami od strony południowej, zaś igła kompasu „Bezarda", silniej od strony północnej". Zauważono przy tym, że zbliżenie ręki do jednego z kompasów powodowało ruch igły w drugim oddalonym o 30 cm, i to silniejszy niż ten, do którego medium zbliżało palce. Modrzejewski oświadczył, że „przy każdej próbie udanej odczuwał w części rąk najbliżej do kompasów przykładanych, pewnego rodzaju ukłucie i odrętwienie tym silniejsze, im gwałtowniejsze i większe były odchylenia igieł". Następna seria doświadczeń została przeprowadzona 21 września 1921 r. w mieszkaniu Modrzejewskiego przy ul. Królewskiej nr 16 w Warszawie. Brali w niej udział: Teofil Modrzejewski, dr Jan Guirard i Norbert Okołowicz. Na krawędzi biurka ustawiono trzy kompasy w odległości około 20 cm od siebie, a 5 cm od krawędzi. Były to: bardzo czuły kompas na rubinie, kompas polowy oraz kompas „Bezarda". Modrzejewski zbliżał kolejno końce palców wyprostowanej prawej dłoni do każdego z kompasów na odległość 10 mm. Wszystkie igły poczęły natychmiast drgać odchylając się w jedną i drugą stronę. Zauważono przy tym, że „koniec północny igły był najwidoczniej odpychany, koniec zaś południowy przyciągany". Lewa ręka spowodowała skutek odwrotny. Zbliżenie kolejno na odległość 5 cm prawej nogi obutej w pantofel z grubą na 8 cm filcową podeszwą do kompasów wywołało również gwałtowny ruch igieł w kierunku środka podeszwy. Igły następnie zatrzymywały się w taki sposób, jakby przysuwany był silny magnes. Do małego palca przysuwał się południowy koniec igły, natomiast do dużego - północny. Lewa noga spowodowała skutek odwrotny. Gdy medium przechodziło obok biurka z kompasami, igły drgały i wahały się w najróżniejszy sposób. Próby zatrzymania rozbujanych igieł kompasów zakończyły się pomyślnie. „Najsilniej nawet rozbujane igły, za przyłożeniem skupionych palców obu rąk medium, w kilka sekund uspokajały się zupełnie". Po odjęciu rąk wykonywały nadal słabe Po przysunięciu piersi do kompasów ,,igły zareagowały silnie, przy czym przy przysunięciu lewej części piersi, północny koniec igły odsuwał się, a południowy przysuwał, przy przysunięciu prawej odwrotnie. W obu protokołach stwierdzono, że próby robione były w warunkach wykluczających możliwość jakiegokolwiek oszustwa, a ręce medium sprawdzone. W zakończeniu Norbert Okołowicz stwierdził, co następuje: „Tego rodzaju objawy, o ile mi wiadomo, nie były opisywane obszerniej w literaturze metapsychicznej - oprócz kilku luźnych wzmianek. Możliwe tez jest, że brak w tym kierunku inicjatywy, tak ze strony medium, jak i ze strony badaczy, wpłynął na urobienie przekonania, że tego rodzaju objawy są trudne do osiągnięcia. W porównaniu z nakładem sił, jaki medium zużywa zwyczajnie na seanse materializacyjne, objawy oddziaływania na igłę magnetyczną wywołane były z nierównie mniejszym wysiłkiem ze strony medium, najczęściej interesującego się tymi objawami. Tego rodzaju doświadczenia, robione przez Modrzejewskiego, w przeważnej ilości wypadków uwieńczone były dodatnim rezultatem". Powstaje pytanie, czy niezwykle rzadkie, ale rzeczywiste, ferromagnetyczne oddziaływania człowieka powstają w związku z „monopolem magnetycznym"? Czy doświadczenia Zóllnera ze Siadem dadzą się powtórzyć w warunkach laboratoryjnych? Czy do parapsychologii będzie należeć rozwiązanie kwestii „monopolu magnetycznego"? Oto pytania, na które na razie brak odpowiedzi, ale kto wie, czy w najbliższej przyszłości odpowiedź taka nie zostanie sformułowana. Fakt, że obecna teoria magnetyzmu nie wyjaśnia wszystkich zjawisk magnetycznych, znalazł poparcie w rewelacyjnym wynalazku Amerykanina Howarda R. Johnsona. 24 kwietnia 1979 roku otrzymał on w Urzędzie Patentowym USA patent nr 4.151.431 pt. „Silnik z magnesami trwałymi" (w języku angielskim: „Permanent magnet motor"). Silnik ten nie podłączony do żadnego zewnętrznego źródła energii pracuje nieprzerwanie wskutek działania sił przyciągania i odpychania magnesów, umocowanych na jego części nieruchomej i wirującej . Wynalazca musiał czekać sześć lat na opatentowanie swego wynalazku (patent zgłosił w 1973'rbku), ponieważ nikt nie potrafił wyjaśnić zasady działania jego silnika. Do dziś sprawa ta jest otwarta. czytelnicy zdziwią się jeśli podam, że mamy w Polsce dwóch Wynalazców, którzy niezależnie od Howarda R. Johnsona opracowali dwa odmienne warianty silników magnetycznych. Są to: mgr inż. Jerzy P. z Warszawy i bracia K. z Zakopanego. Czy w tej sytuacji dawna genialna hipoteza „monopolów magnetycznych" znakomitego fizyka angielskiego Paula Adriena Maurice Diraca (ur. 1902), laureata nagrody Nobla, znajdzie ostateczne potwierdzenie?

Horoskop, znaki zodiaku, baran, bliźnięta, byk, koziorożec, lew, panna, rak, ryby, skorpion, strzelec, waga, wodnik

Copyright © 2005 listonosz.net - witryny internetowe www.natjar.com