|
Przeszukaj Listonosza
Polecamy Witryny
● blogi
● wizytówki
● praca
● ogłoszenia
● internet
● brukowiec
● bajeczka
Sponsorzy
Imieniny
- Prezenty
Urodziny - Prezenty
|
Daniel Dunglas Home - Medium psychokinetyczne i materializacyjne
Daniel Dunglas Home, działający w drugiej połowie XIX wieku należał do znanych na całym świecie mediów, a jego paranormalne uzdolnienia badali przynajmniej przez trzydzieści lat różni znakomici uczeni, m.in. Alfred Russel Wallace, William Crookes, Cromwel Varley, Robert Hare, Aleksander Butlerów i Dawid Brewster. Ten ostatni napisał nawet o nim książkę pt. Home Life, będącą sprawozdaniem z posiedzeń z Hornem, w których osobiście brał udział.
Szczegóły z życia tego niezwykłego człowieka znamy dość dobrze przede wszystkim dzięki jego własnej dwutomowej biografii, zatytułowanej Incidents of my Life i wydanej w 1863 roku w Londynie. Słusznie dzieło to Wallace zaliczył do najważniejszych pozycji literatury spirytualistycznej.
Home pochodził ze starej rodziny szkockiej. Urodził się 20 marca 1833 roku w Edynburgu, natomiast wychował się w Connecticut. Zjawiska mediumiczne wystąpiły u niego w wieku lat trzynastu, a mając lat osiemnaście zasłynął jako medium i odtąd jego życie stało się nieustanną wędrówką po prawie wszystkich krajach Europy. Z jego barwnego życia możemy podać tu jedynie ważniejsze wydarzenia.
Mając rok Home został adoptowany przez ciotkę i po ośmiu latach wraz z nią oraz wujem jako dziewięcioletni wątły i nerwowy chłopiec, którego z trudem udało się utrzymać przy życiu, wyjechał do Ameryki, dokąd później podążyli jego rodzice.
W dzieciństwie występowały u niego widzenia, wizje i eks-terioryzacje. Jedna z nich wydarzyła się, gdy miał 4 lata. Kiedyś dostrzegł on postać swej umierającej kuzynki, mieszkającej w innym mieście, w otoczeniu osób, których obecności akurat w tym miejscu zupełnie nie przypuszczano i w nieobecności ojca odbywającego podróż morską, choć uważano, że powinien być wtedy w domu. Fakty te podane przez chłopca zostały później całkowicie potwierdzone.
Zgodnie z własną relacją Home'a, gdy miał lat trzynaście mieszkał w mieście Troy i przebywał w pokoju oświetlonym światłem księżyca, zauważył nagle jakąś świecącą chmurę, z której następnie ukształtowała się postać jego przyjaciela Edwina zamieszkałego w Norwich, mieście oddalonym od Troy 482 km. Zjawa uśmiechnęła się do niego i podniesioną ręką zakreśliła w powietrzu trzy koła, następnie powoli zniknęła. Home leżał na łóżku całkowicie odrętwiały i niezdolny do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Gdy nieco przyszedł do siebie, pociągnął za dzwonek i nadchodzącym domownikom wyjaśnił, że widział Edwina i że zmarł on przed trzema dniami o tej samej godzinie. Trzy dni później nadeszła wiadomość o nagłej śmierci przyjaciela Home'a, który zachorował na dyzenterię.
W 1857 roku pewnego dnia dostrzegł Home swego brata, przebywającego wtedy za kręgiem polarnym, polującego z kapitanem i oficerem okrętowym na niedźwiedzia. Brat nieszczęśliwie wpadł w uskok lodowy i tam zamarzł. Home widział także, jak odnaleziono go dopiero następnego dnia i natychmiast zrelacjonował całe wydarzenie swym krewnym. Zdarzyło się to w pięć miesięcy przed nadejściem wiadomości potwierdzającej opisany wypadek.
Pierwsze uzdolnienia telekinetyczne Home'a ujawniły się w kilka miesięcy po śmierci matki w 1850 roku, kiedy to w Grenvilłe, udając się na spoczynek, usłyszał trzy silne uderzenia nad łóżkiem. Początkowo sądził, że ktoś się tam ukrył, ale gdy stwierdził, że przypuszczenie to okazało się niesłuszne i gdy uderzenia powtórzyły się, doszedł do wniosku, że uderzeń nie mogła spowodować żadna dostrzegalna siła fizyczna. Nasłuchując spędził całą noc bezsennie.
Pewnego ranka nastąpiło wiele uderzeń w stół, na co ciotka zareagowała gniewnie zarzucając chłopcu, że sprowadził do domu diabła. Była ona żarliwą wyznawczynią kościoła szkoc-kiego i bardzo niezadowolona z wyraźnych skłonności swego siedemnastoletniego siostrzeńca do wyznania weslejańskiego. Cały świat rozprawiał wówczas o niezwykłych odgłosach, jakie zarejestrowano w niewyjaśnionych okolicznościach w Rochester zachodzących w obecności małych sióstr Fox, które to wydarzenia ostatecznie spowodowały powstanie wielkiego ruchu spirytystycznego. Home dotychczas zupełnie tym nie interesował się, ciotka jednak znając te fakty, upatrywała w jego manifestacjach dzieła szatana.
W swej egzaltacji i złości rzuciła krzesło w kierunku Daniela i wkrótce udała się do trzech duchownych w Greenville, kongregacjonisty, anabaptysty i weslejanina z żądaniem wypędzenia z chłopca demonów.
Najpierw zjawił się anabaptysta, który polecił chłopcu uklęknąć i wraz z nim odmawiać modlitwę. Gdy to nastąpiło, rozległy się ciche uderzenia, a gdy została wypowiedziana prośba o litość
Najwyższego, przekształciły się one w silne łomotanie. Te akustyczne manifestacje wywarły na obecnym i na młodzieńcu duże wrażenie. Home zapewniał później, że właśnie w tym momencie nastąpił rozstrzygający zwrot w jego całym życiu, i że klęcząc postanowił niezłomnie być posłuszny owej nieznanej sile, która oznaczała dla niego tylko dobro i prawdę. Nigdy -jak zapewnia! -pomimo późniejszych cierpień, nie żałował ślubowania złożonego w owej godzinie.
Szkocki kapłan w żaden sposób nie mógł sobie poradzić z o w ą niezrozumiałą sprawą, a weslejanin potraktował Home"a jak straconą owcę i opuścił go jako człowieka nieuleczalnego.
Uderzenia i odgłosy nie ustawały, nie dotykane przez nikogo meble poruszały się. a przedmioty unosiły się w powietrzu. Raz Home stojąc przed lustrem dostrzegł z przerażeniem, jak krzesło powoli przesuwało się w jego kierunku, przed którym usiłowa! usunąć się gwałtownym skokiem. Gdy w obecności wuja i ciotki stół poruszał się samorzutnie, wzięła ona do ręki Biblię i położyła ją na nim ze słowami: ..Kładę tu to. co wypędzi demony" Zjawisko jednak trwało-nadal. Wówczas ciotka usiadła na stole. ale on poruszał się i przesuwał wraz z nią w dalszym ciągu.
Inna mieszkająca w pobliżu ciotka, którą Home kiedyś odwiedził, i która juz słyszała o jego manifestacjach, udzieliła mu wymownej rady: ..Danielu, moje dziecko, nie obawiaj się. Bogjest z tobą, któż mógłby być przeciw tobie. Podąża;, ku dobremu. kochaj prawdę, bądź pełen miłości, a będzie ci ssę dobrze działo. Posłanie twoje jest pełne chwały, powinieneś nawracać niewierzących, leczyć chorych i nieść pomoc cierpiącym'*. Ta wypowiedz zapadła chłopcu głęboko w serce.
Pewnego razu Home złożył wizytę sąsiadce, pani Force. u której po raz pierwszy otrzymał za pośrednictwem uderzeń inteligentne odpowiedzi. Miała się odezwać wtedy jego zmarła matka i wyraziła prośbę, aby zatroszczył się o dawno zamężną siostrę przyrodnią, o której za życia całkowicie zapomniała. Została przy tym prawidłowo podana liczba i imiona dzieci owej siostry, o czym uczestnicząca w seansie pani Force przedtem me wiedziała.
Wydarzenie to wkrótce stało się bardzo głośne i wzburzyło mieszkańców tak dalece, że dom ciotki Home"a stał się jak oblężony. Teraz już nie okazała mu ona żadnej pobłażliwości i wydaliła siostrzeńca z domu. Z troską o trójkę młodszego rodzeństwa, którym się opiekował, wyszedł naprzeciw niewesołej przyszłości. Jak pokazały dalsze wydarzenia, do opiekunki swej nie czuł żadnej urazy, później zakupił dla niej mały dom, w którym dokonała swego życia.
Home udał się do jednego ze swych przyjaciół, mieszkającego w pobliskim Willimantic, gdzie fenomeny telekinetyczne znacznie nasiliły się. Ówczesne gazety donosiły, że ciężki stół w obecności kilku osób poruszał się nie dotykany przez nikogo. Nazwisko osiemnastoletniego młodzieńca stało się głośne, a fenomen wzbudził powszechne zainteresowanie. „Odtąd - mówi Home - nieprzerwanie w czasie zdrowia, czy choroby, w dzień i w nocy. byłem oblegany przez różnych gości, ciekawych i poważnych".
Często zadawał sobie pytanie, dlaczego tego rodzaju zjawiska związały się właśnie z jego osobą i manifestowały wokół niego. Oprócz niezwykle wrażliwej własnej osobowości nie mógł odkryć w sobie niczego osobliwego. Później jednak doszedł do wniosku. że bez tych mistycznych zdarzeń nie mógłby żyć tak długo. Zdanie to podzielali także znani lekarze, którzy wykryli u niego gruźlicę. Opowiadał, że parokrotnie najsilniejsze cierpienia, jakich doznawał, nagle w nieokreślony sposób znikały bez śladu. Gdy kiedyś leżał łóżku i bał się poruszyć, aby nie spowodować krwotoku, niewidzialne ręce podsunęły mu pod głowę poduszkę. Podobny wypadek opisał Justyn Kerner w swojej książce o Jasnowidzącej z Prevorst.
Fenomeny mediumiczne manifestowały się i nasilały w zadziwiający sposób, często jednak następowały znamienne przerwy, które były medium uprzednio komunikowane, jak np. przerwa trwająca cały rok od 10 lutego 1856 do 10 lutego 1857. Zakończyła się ona punktualnie o północy drugiej daty. Home sądził, że głównym powodem tych przerw były jego procesy zdrowotne. Otrzymał także informację - jednak nie podając w jaki sposób - że przyczyną zatrzymania zjawisk było świadome dokonanie przez niego czegoś niewłaściwego.
Pomimo opisanych okoliczności sytuacja materialna Home'a nie była zła. Ukończył on studia przygotowawcze w Instytucie Teologicznym koło Nowego Jorku i w mieście tym rozpoczął studia medyczne, ale zmuszony był je przerwać z powodu złego stanu zdrowia. Później był bardzo zadowolony, że tak się stało. Już wtedy zdawał sobie sprawę, że ma do spełnienia inną misję i że jego cudowne uzdolnienia i niezwykłe siły należą do wszystkich ludzi. Rozpoczął organizowanie publicznych seansów spirytystycznych i stał się medium profesjonalnym. Wędrował chętnie
z miasta do miasta, był wciąż zapraszany i przyjmowany z niezwykłą życzliwością i serdecznością. Za swe posiedzenia nie przyjmował honorariów, poprzestawał na tym, co świadczono mli podczas gościny. Niemniej były odstępstwa od tej zasady.
Wokół osoby Home'a manifestowało się wciąż wiele zjawisk, posiadających charakter wyraźnie spirytystyczny.
W Lebanon w domu pewnego mieszkańca dostrzegł - jak mowi _ zjawę nazywającą się wujem Tildenem. Nastąpiło to podczas transu Home'a, w jaki zapadł. Zjawa mówiła o jakimś dokumencie dotyczącym prawa własności, a bezskutecznie poszukiwanym przez krewnych znajomego Home'a. Wymieniła następnie dom w Cleveland w Ohio oraz dokładnie opisała znajdującą się tam na poddaszu skrzynię, w której miał być przechowywany ów dokument. Natychmiast napisano do syna kobiety zajmującej część tego domu i rzeczywiście we wskazanym miejscu odnaleziono poszukiwane akta.
Dr Wilkinson w Londynie zaświadcza, że Home powiadomił go o pewnej zmarłej nieletniej siostrze jego żony, ale ta zaprzeczyła w ogóle jej istnienia. Home oświadczył, że zmarła ona nieochrzczona, co następnie po przeprowadzonym dochodzeniu zostało potwierdzone.
W 1854 roku Home przebywał w Nowym Jorku, Bostonie oraz w kilku mniejszych miastach, w których prowadził swe posiedzenia. Manifestowały się na nich ruchy stołu i lewitacje nie dotykanych przez nikogo przedmiotów. W Nowym Jorku, według informacji dra Hallocksa, podnosił się do góry stół obciążony do 160, a nawet do 385 kilogramów. W ostatnim przypadku osiągnął on wysokość 30 centymetrów. Z powierzchni stołu nie spadały umieszczone na nim przedmioty, takie jak ołówki, butelki i szklanki, choć stół unosił się w powietrzu pochylając się o 30 do 50 stopni. Występowały również zmiany ciężaru stołu, tak że czterech mężczyzn nie mogło go ruszyć z miejsca. Zmiany ciężaru zostały dokładnie zbadane przy pomocy wagi przez Elmera w Springfield również wtedy, gdy medium znajdowało się w innej części domu. Elmer oraz dziewięć osób potwierdziło pisemnie prawdziwość opisanych manifestacji. Wśród świadków znajdował się profesor uniwersytetu Weil i poeta Bryant.
Wszystkie te zjawiska występowały w dowolnych domach i w przypadku każdego stołu. Zawsze lewi tuj stół opadał na podłogę lekko jak piórko, choć następowało to niezwykle szybko.
Dr Gully informuje, że stół stojący na dwóch nogach podniósł jedną z nich do góry i tak stojąc tylko na jednej nodze, balansowa! na wszystkie strony. Jeden ze świadków życzył sobie, aby stół zajął pozycję pochyłą, tak jak wieża w Pizie, co też istotnie nastąpiło. Nie dotykane przez nikogo meble przesuwały sie w różnych kierunkach, a przedmioty unosiły się w powietrzu Wszystko to ku ogólnemu zdumieniu i niedowierzaniu działo sie zawsze w pełnym świetle.
Jeśli natomiast posiedzenia odbywały się w ciemności, sik manifestacji była tak duża, że żaden mebel nie pozostał na swoim miejscu, a dziewięć krzeseł, jak zeznaje jeden ze świadków w Londynie, jak błyskawice fruwało w powietrzu nie uderzając nikogo.
Posiedzenia w ciemności były organizowane jedynie w celu uzyskania objawów świetlnych. Bardzo często występowały one u Elmera w Springfield, czasami przy stopniowym rozjaśnianiu, przy którym można było widzieć najdrobniejsze przedmioty niekiedy w fosforyzujących smugach, które drżąc ślizgały się po ścianach. Światła wychodziły także z osób obecnych na seansie Czasami przez pokój przelatywały światła podobne do meteorów. Na posiedzeniu przeprowadzonym u Elmera, w którym brało udział wiele osób, ukazało się światło nieustannie powiększające się, a następnie stopniowo gasnące. Zjawisko trwało piętnaście minut, co pozwoliło na przeprowadzenie bardzo dokładnych obserwacji. Takie stopniowe rozjaśnianie i przyciemnianie tajemniczego światła można było obserwować na seansach z Hornem dość często. Kiedyś ciemne pomieszczenie po kilku minutach zostało tak oświetlone, że wszyscy obecni stali się widoczni, a pani Elmer poprosiła w myśli, aby znów zapadła ciemność, co też rzeczywiście nastąpiło.
Zadziwiające były wspaniałe produkcje muzyczne bez instrumentów. W nocy, podczas snu Home'a, pokój jego rozbrzmiewał muzyką stopniowo nasilającą się, którą słyszeli wszyscy mieszkańcy domu. Wraz z obudzeniem się Home'a muzyka uciszała się. Pojawiała się ona także w przypadku istnienia instrumentów. Jak zobaczymy, fenomen ten badał w warunkach laboratoryjnych William Crookes. Następowały również przy tym zjawiska materializacji. Podczas jednego posiedzenia w Hartford zgaszono światło, gdy nagle dała się odczuć jakaś niewidzialna poruszająca się tu i tam ręka. W słabym świetle ognia kominka dostrzeżono, jak podniosła ona leżącą w oddalonym kącie
pokoju gitarę i zaczęła grać, następnie poszybowała nad głowami obecnych i wtedy zauważono szczupłą bladą rękę kobiecą z uderzająco cienkimi palcami. Gdy w niewidoczny sposób na stole zostały położone papier i ołówek, ręka ta przy dobrym oświetleniu napisała na brzegu stołu jakieś imię. Mężczyzna, który najdłużej obserwował tę rękę koło siebie, oglądał potem fotografię pewnej kobiety zmarłej na gruźlicę, o imieniu identycznym z tym. jakie pojawiło się na stole, rozpoznał na dość niewyraźnym zdjęciu podobieństwo ręki zjawy do ręki tej kobiety-
W Incidents Home sam opowiada o najdziwniejszym wydarzeniu, jakiego doświadczył, mianowicie o całkowitym wyjściu ze swego ciała, to jest eksterioryzacji.
Było to w lecie 1853 roku i mieszkał on kolo Nowego Jorku w Instytucie Teologicznym, zbudowanym na wzgórzu nad brzegiem Hudsonu. Ze szczególną przyjemnością oglądał wieczorem cudowny widok, jaki przedstawiało wielkie oświetlone miasto. Godzinami siedział tu i marzył jak poeta. Kiedyś w takich marzeniach rozmyślał o śmierci i wieczności, w modlitwie i drzemce szukał ukojenia i spokoju. Jego ostatnie spojrzenie skierowało się na srebrną gwiazdę. Wydawało mu się, gdy zamknął oczy, że świeciła w nim jakaś jasność, tak jak światło gwiazdy w nocy. W tej chwili nie wiedział, czy spał, czy czuwał. Nagle usłyszał obok siebie dobrze znany głos. „Był to głos istoty - mówi Home -która zawsze zjawiała się czysta i która kochała mnie i czuwała nade mną". Poczuł w ciele lodowate odrętwienie, ale im bardziej stawał się głuchy i nieczuły, tym potężniejszy okazywał się jego duch. Wydawało mu się, że wpadał w głębię ciemności, podczas gdy jego ciało leżało jak nieżywe. Stracił świadomość, ale potem wiedział tylko, że obudził się w największej ciemności i bez obaw. Dostrzegł wtedy z tyłu owej ciemności niespodziewaną jasność i oparcie o nią dało mu spostrzeżenie samego siebie. W niezliczonych iskrach elektrycznych zjawił mu się teraz własny obraz układu nerwowego. Liczne promienie przebiegały w różne strony. Najmniej świeciły kończyny, natomiast mózg świecił jak ogień. Home stwierdził, że ciało nie miało już żadnego związku ze światem zmysłowym. Myślenie i życie całkowicie przeszło do istoty duchowej i to. co odczuwał, nie było jego porzuconym ciałem spoczywającym na łóżku i z którego jeszcze świeciło srebrne światło jako ostatnia wstęga łącząca go z jego duchową istotą. Nieznany głos pouczył go, że śmierć jest nowym narodzeniem, że sznur łączący go z ciałem fizycznym nie zostanie przecięty i że on jeszcze nie umrze.
Po przeżytej wizji Home znalazł się w swoim pokoju, ciało miał zesztywniałe, tak że upłynęło jeszcze pół godziny, zanim mógł pociągnąć za sznur dzwonka i wezwać kogoś do pomocy. Całą godzinę trwało nacieranie jego ciała, zanim wreszcie udało się doprowadzić go do stanu normalnego.
Opis eksterioryzacji przeżytej przez Home'a całkowicie harmonizuje z innymi tego rodzaju relacjami podanymi przez osoby, które doświadczyły tego niezwykłego stanu.
Przedstawione wyżej zjawiska paranormalne demonstrowane przez Home'a na seansach publicznych przysporzyły mu wielu przyjaciół we wszystkich odwiedzanych miastach. Wśród tych ostatnich nie brakowało przedstawicieli nauki. Należeli do nich profesorowie: Hare i Mapes, sędzia J.W. Edmonds oraz wielu znanych lekarzy. Bogaty dostojnik Rufus Elmer ze Springfield i jego żona, bezdzietni, chcieli adoptować dziewiętnastoletniego młodzieńca.
Zdrowie Home'a pogarszało się, gruźlica czyniła postępy. Lewe płuco zostało zajęte, lekarze zalecili mu zmianę klimatu i udanie się do Europy, co uczynił 31 marca 1855 roku.
Parowiec „Afrika" z niezwykłym medium przypłynął do brzegów Anglii witany salwami armatnimi. Po krótkim pobycie w Jermyn-Street Home zatrzymał się u państwa Rymer w Ealing. Nie bacząc na chorobę zorganizował tam kilka posiedzeń dla znanych osób. Tutaj dopiero nastąpiło to, co od dawna wisiało w powietrzu: obok pochwał udzielanych medium pojawiło się wiele ataków. Pastor w Ealing ogłosił Home'a „sprzymierzeńcem szatana". Warto podkreślić, że Home miał poglądy bardzo liberalne i że odnosił się niechętnie do duchowieństwa i sekt religijnych.
Z nastaniem jesieni zdecydował się opuścić Anglię i udał się do Włoch, gdzie zapraszały go osoby z najlepszego towarzystwa. Pobyt w słonecznej Italii nie okazał się jednak sielankowy. Przeciwnicy, których i tutaj nie brakowało i którzy podburzali przeciwko „czarodziejowi" sfanatyzowany tłum, w grudniu 1855 roku we Florencji zorganizowali na niego zamach. Wieczorem, w pobliżu domu, w którym mieszkał, zadano mu trzy ciosy sztyletem, ale uratował go gruby płaszcz i przechowywany w nim duży klucz. W wyniku tego napadu Home został lekko raniony. Toskański minister Landucci polecił go ostrzec, aby nie wychodził na miasto wieczorem i strzegł się również za dnia. Wieśniacy podburzeni przez duchownych rozpowszechnili wiadomość, że Home przekazuje siedem sakramentów Kościoła katolickiego ropuchom w celu wywołania zmarłych (!) Sytuacja, w jakiej znalazło się słynne medium, była nie do pozazdroszczenia.
Szczęśliwie na widowni pojawił się Polak, hrabia Aleksander Branicki, pan na Suchej i Stawiszczach, najmłodszy brat żony Zygmunta Krasińskiego. Szkockie medium zainteresowało niezmiernie hrabiego, który pasjonował się okultyzmem - był uczniem i przyjacielem słynnego maga Eliphasa Leviego - i który objął protektorat nad losami Home'a.
Stanisław Wasylewski pisze, że „ten protektorat przyniósł szczęście Home'owi, sława jego obiegła wkrótce cały Półwysep Apeniński". Branicki zaproponował Szkotowi wyjazd wraz ze swoją rodziną z Florencji do Neapolu. 10 lutego 1856 roku Home otrzymał komunikat, że siły medialne opuszczą go na rok. Hrabia, któremu to natychmiast zakomunikował, nie zraził się, zaprosił go do swego towarzystwa i niebawem obaj dotarli do Neapolu. Tutaj Home nawiązał znajomość z amerykańskim znanym spirytystą, Robertem Dale Owenem, który później w swojej książce Das streitige Land opisał dwa udane posiedzenia, zorganizowane dla niego przez Home'a.
Następnym celem podróży Branickiego i Szkota był Rzym. W tym mieście Home w wieku dwudziestu trzech lat przeszedł ze szkockiego protestantyzmu na katolicyzm. Prawdopodobnie sądził, że wyznanie to ochroni go przed zaciekłymi atakami oponentów. Uroczystość przyjęcia nowej wiary odbyła się z dużą reklamą, Home został przyjęty przez dostojnika kościelnego Pio Nono i obdarowany srebrnym medalem. Stanowisko Szkota nie było jednak zdecydowane, później skłaniał się on bardziej ku kościołowi greckiemu, do którego należały obie jego żony, i który jego zdaniem najbardziej odpowiadał pierwotnemu chrześcijaństwu.
Neofitą zainteresował się papież Pius IX, pragnący poznać słynne medium. „Z drżeniem i w przestrachu - pisze Stanisław Wasylewski - poszedł Dawid Dunglas na audiencję do Watykanu. Przywitano go tam nieco zimno: egzorcyzmami i ostrym wezwaniem, aby wyrzekł się natychmiast swych stosunków z szatanem. Przerażony młodzian próbował usprawiedliwiać się, że nie jest wcale winien zjawiskom, które od jego woli nie zależą, że z piekłem nie łączą go żadne stosunki, a duchy, które wywołuje, są wecile jego najgłębszego przekonania duchami na wskroś dobrymi. Potem wyznał, że jest człowiekiem głęboko wierzącym, i to szczególnie od chwili, gdy poznał żywoty świętych! Wierzy głęboko w cuda, wizje i stany ekstatyczne dlatego, gdyż sam często to samo czyni i takich samych wrażeń doświadcza...! Nie można powiedzieć, ażeby to wyznanie Home'a, przyznającego się do pokrewieństwa ze świętymi, dowodziło wielkiej pokory chrześcijańskiej. Pius IX przyjął je z ust skruszonego, atoli zakazał mu uroczyście jakiegokolwiek kontaktu z duchami, zarówno z dobrymi jak złymi, na koniec podał mu do ucałowania krucyfiks ze słowami: - Oto jest nasza laska czarodziejska!"
Papież polecił Szkotowi udać się do Paryża, kierując go do ojca de Revignana. Home przybył tam w czerwcu 1856 roku, zorganizował jeden seans publiczny, a już w następnym roku 1 3 lutego został przedstawiony w Tuileriach cesarzowi Napoleonowi III.
Oddajim znów glos Stanisławowi Wasylówskiemu. ..Dzienniki całego świata ~ pis/e on - powtórzyły wkrótce opis następnego seansu, w którym wzięły udział już tylko c/tery osób; Napoleon III, cesarzowa Hugenia. ks. Montebelio i Home N:i stoliku przygotowano pióra, papier i atrament., nagle oesar i cesarzowa ujrzeli przeźroczysta i bladą rękę ducha, wionąc..i z kątów salonu ku stołowi. Zatrzymała sic. . ujęła pióro w palce, zamaczała... i ... zaczęła pisać. Wszysc\ czworo odczytali na papierze podpis Napoleona I i stwierdzili jego zupełną i niezaprzeczalną autenuczność. Ręka sunęła dalej jak obłok, po pokoju. Wzruszony i drżący Napoleon 11! krzyknął, że rad b> ucałować drogie widmo. Ręka Napoleona I zbliżyła się do ust Napoleona III. Teraz cesarzowa F.ugenia wyraziła to sarno życzenie i też zostało spełnione".
Przyjęcie przez cesarza uczyniło Szkota znaną osoba we Francji. Jednak prasa nie szczędziła mu przykrości, pomówień i ataków. Głównym powodem była jego działalność i produkcje jako medium, które stały się przedmiotem kryuki prasowej. Rozpuszczano o nim najbardziej nieprawdopodobne opowieści, wszakże Home nie odpowiadał na te ataki.
Wieści o udanym seansie przekazał Branicki przebywającemu wówczas w Paryżu poecie Zygmuntowi Krasińskiemu, który wyraził życzenie poznania Home'a i uczestniczenia w seansie mediumicznym. Doszło to do skutku, a brała w nim udział oprócz Krasińskiego również Delfina Potocka. Seans wstrząsnął nimi do
głębi, a Krasiński w dniu 2 marca 1857 roku napisał do swego powiernika w Waplewie, Adama Sołtana:
„Home, medium amerykańskie, przez Aleksandra Branic-kiego utrzymywane, niesłychanych dokazuje cudowności. Dzwonki same chodzą po pokojach i wabią się dźwiękiem swych serc, poruszanych niewidzialnymi siłami. Chustki latają po powietrzu i zawiązują się na węzły same. Ręce pod stolikiem jakieś nieludzkie, zaświatowe, wstają i dotykają osób przy stoliku siedzących, a niektórym widocznie objawiają się. Cesarz i cesarzowa je widzieli... Pani Delfina przedwczoraj taką rękę czuła na własnej i ledwo nie zemdlała! ..."
Jeden ze znajomych Krasińskiego, który spędził noc w towarzystwie Home'a stwierdził najuroczyściej, że dzięki szkockiemu medium „pozyskał możność rozmowy z dwoma dawno zmarłymi i ukochanymi osobami, których cienie widział najdokładniej".
Nastąpiła teraz seria seansów w mieszkaniu Krasińskiego przy rue Dauphot 8, w których oprócz poety i Branickiego brali udział tylko jego najbliżsi przyjaciele. Krasiński, podobnie jak Branicki, był całkowicie przekonany o prawdziwości objawów mediumicznych: zagadkę dla niego stanowiła jedynie istota i natura tych niezwykłych fenomenów.
„Tu powstaje straszne pytanie, a jedno z najważniejszych, może najważniejsze wieku - bo jeśli istotnie mediumy ułatwiają nam zetknięcie z duchami, toć pytanie, z jakimi?!" - zastanawiał się poeta.
W liście do Bronisława Ferdynanda Trentowskiego, noszącym datę 13 marca 1857, donosił: „Bardzo mnie zatrudnia teraz tu będące medium amerykańskie, pełne magnetycznej siły, sprawiającej zjawiska najdziwniejsze w oddali od obrębów jego organizmu i wchodzącej nawet w zetknięcie z duchami. Śledzę go i badam, i pilnuję z krwią zimną i rozwagą ścisłą, nic a nic nie podając się w stronę wyobraźni, ten człowiek od trzech tygodni napełnił Paryż rozgłosem swoich cudownych zjawisk".
Krytyczne stanowisko Krasińskiego, jego sceptycyzm i wroga postawa do medium oddziaływały na nie bardzo niekorzystnie. Home „uległ wskutek tego jednemu z najgwałtowniejszych w swym życiu ataków katalepsji, o czym doniosły dzienniki, a też sam Krasiński w liście do Sołtana: „Posiedzenie było u mnie, ale nic a nic nie pokazało się, tylko medium samo dostało strasznego napadu nerwowego i konało długo na swojej kanapie". Paryski dziennik demokratyczny, „Independance", w nawiązaniu do tego wydarzenia, zamieścił sarkastyczną notatkę: ,,Lecomte K. a fait de son salon 1'auberge de Satan" (Hrabia Krasiński przemienił swe salony w oberżę szatana).
Poeta głęboko przekonany, że zjawiska mediumiczne manifestowane przez Home'a są dziełem sił nieczystych, począł namawiać Szkota, aby nawrócił się i zerwał kontakty ze złym duchem. Ten jednak według jego słów mówił ,,że wciąż z duchami ma do roboty - ale z samymi dobrymi - że złych tylko kilka oglądał w życiu - że Bóg teraz zezwolił na te dziwne i dziwaczne po salonach obcowania z duchami, by ród człowieczy zwątpiały nazad do wiary w nieśmiertelność duszy przywieść".
W końcu Home wykluczył Krasińskiego z grona uczestników jego seansów i poprosił poetę, aby przestał zajmować się jego osobą. W liście do Stanisława Koźmiana Krasiński pisał: „Nareszcie medium wykluczył mnie ze swych posiedzeń! Wygnał mnie z grona swych wiernych, unikał mnie, wystrzegał się mnie, oświadczając, że mu przeszkadzam ciągłą myślą, iż złe duchy ukryte pod tym wszystkim. Widzisz więc, że nie tylko pod wpływ jego się nie oddałem, ale wystąpił przeciw niemu do walki!" Tak zakończyła się współpraca wielkiego poety ze słynnym medium. We wrześniu 1857 roku Home udał się do Baden-Baden, gdzie przeprowadził słynne posiedzenie, w którym brał udział regent pruski. Potem pojechał do Biarritz, a następnie do Bordeaux, gdzie manifestował pismo bezpośrednie. W zamku ministra marynarki Ducos zademonstrował w pełnym oświetleniu jeden z najdziwniejszych fenomenów, lewitację aż do sufitu, przy czym hrabia Beaumont, który wtedy chwycił go za nogi i zatrzymał w rękach jego buty, sam na piśmie poświadczył ten niezwykły
fakt.
Powstaje uzasadnione pytanie, skąd Home czerpał pieniądze i środki na swe podróże po Europie. Częściową odpowiedź na nie znajdujemy w następującej informacji. W klubie „Union" w Paryżu uczestnicy seansu zadowoleni z jego wyniku podarowali mu zebraną wspólnie sumę 50 000 franków za jedno posiedzenie. Członek klubu, Konstantin Aleksandrowicz Bodisko, poświadczył to na piśmie, celem zapobieżenia potwarzom. Dokument ten opublikowała później wdowa po Home'ie.
W styczniu 1858 roku seansował Szkot z dużym powodzeniem w Hadze u królowej holenderskiej. Niezapomniane było również spotkanie w towarzystwie wolnomyślicieli w Amsterdamie.
W Brukseli opuściły Home'a siły mediumiczne, gruźlica czyniła postępy. Jego lekarz w Paryżu polecił mu wyjechać do Włoch. Posłuchał tej rady i podążył do Turynu i Pizy, gdzie zyskał trochę sił. W marcu 1858 skierował się do Rzymu, jednak unikał tam towarzystwa. Kiedyś powiadomiono go, ze pragnie z nim zawrzeć znajomość jakaś rodzina rosyjska. Właśnie odrzucił to zaproszenie, gdy podjechał pojazd, w którym jego przyjaciel przywiózł hrabinę Koncheleff, a ta zaprosiła go na kolację. Wyraził na to zgodę i na przyjęciu poznał niezamężną siostrę hrabiny, Aleksandrę (Saszę) Kroll, córkę generała rosyjskiego i chrzestnej matki cara Mikołaja. Home miał wtedy dwadzieścia pięć lat. Wkrótce Aleksandra została jego narzeczoną. Świadkiem ślubu miał być Aleksander Dumas, ojciec, z którym Home pojechał do Petersburga. Tutaj został natychmiast przedstawiony carowi Aleksandrowi II. Wyznał mu, że siły jego nie są jeszcze dostateczne i że nie może brać udziału w seansach.
Zgodnie z zapowiedzią zaślubiny odbyły się 20 lipca 1858 roku, najpierw według obrządku greckiego, potem rzymskiego. Małżeństwo to, choć krótkotrwałe było bardzo szczęśliwe. Żona Home'a interesowała się jego działalnością jako medium i u niej znajdował całkowite zrozumienie i poparcie.
Młoda para udała się w głąb Rosji, na Krym, potem do Moskwy, do posiadłości szwagra Home'a, hrabiego Koncheleffa i w 1858 powróciła do Petersburga. Zdrowie Szkota wciąż było słabe, ale w styczniu 1859 przeprowadził on cudowną autokurację. 26 kwietnia 1859 w Petersburgu urodził mu się syn. Dziecko od urodzenia wykazywało uzdolnienia mediumiczne swego ojca. Syn ten, Gregor D. Home, w 1898 roku opublikował w paryskim piśmie „Le Spiritualisme modernę" artykuł o ojcu i zamieścił w nim wykonany własnoręcznie jego portret. Mieszkał on w Rosji i produkował również objawy medialne, telekinezę, zjawiska świetlne i transfiguracje.
Home prowadził nadal swe posiedzenia mediumiczne. Od listopada 1859 do lipca 1860 przebywał w Anglii i produkował się tam jako znakomite medium. Już wtedy był człowiekiem znanym na całym świecie.
Po miesięcznym pobycie w 1860 roku u pana Tiedemanna na zamku Cercay koło Paryża, jesienią małżonkowie udali się do Biarritz, potem do Londynu. Ich szczęśliwe pożycie przerwała nagle tragedia. Żona Home'a, która zaraziła się od niego gruźlicą, zmarła 3 lipca 1862 roku. Dla Szkota był to dotkliwy cios, z którym trudno było mu się pogodzić. W książce D.D. Home his Life and Mission znajdujemy informację o późniejszej materializacji zmarłej. Nastąpiło to u Home'a w Londynie i zostało poświadczone przez czterech naocznych świadków, mianowicie lorda Lindsaya, członka „Towarzystwa Dialektycznego", lorda Adare, dr Gully'ego i kapitana Smitha. Lord Lindsay podaje, że kiedyś, gdy spał z Hornem w jednym pokoju, dostrzegł koło swego łóżka postać w białym stroju, która następnie ustawiła się obok Home'a, po czym zniknęła. Po przebudzeniu Home usłyszawszy relację o tym wydarzeniu wyjaśnił, że była to jego żona. Lord Lindsay po obejrzeniu jej fotografii potwierdził stwierdzenie Szkota.
W listopadzie 1862 Home smutny i zdesperowany wyjechał do Rzymu. Zamierzał usunąć się od posiedzeń mediumicznych, rozpocząć spokojne życie i zajmować się rzeźbiarstwem. Wynajął w mieście atelier i właśnie zamierzał poświęcić się nowemu zajęciu, gdy szykany miejscowej policji zmusiły go do opuszczenia Wiecznego Miasta. Na próżno Home dowodził, że nie jest czarownikiem i że jego właściwości mediumiczne zupełnie od niego nie zależą. Ruchy mebli i dziwne odgłosy manifestujące się podczas przesłuchania upewniły jednak policję w jej postanowieniu wydalenia Szkota. W swej autobiografii opisał on ten fakt z pełną sarkazmu egzaltacją: „Jeśli cały świat w podobny chrześcijański sposób obchodzi się z mediami, gdzie na wielkiej ziemi znajdę miejsce, aby odetchnąć?"
Podczas wojny 1870-1871 Home przebywał we Francji i całe oblężenie przeżył w Paryżu. Wkrótce potem profesor William Crookes przeprowadził z nim słynne badania, o których będę mówił w dalszym ciągu.
W 1871 roku Home poznał swoją drugą żonę, również Rosjankę, krewną radcy stanu Aleksandra Nikołajewicza Ak-sakowa, autora słynnej pracy Animizm czy spirytyzm. Przeżył z nią szczęśliwie piętnaście lat. Córeczka z tego małżeństwa żyła tylko kilka miesięcy.
Home wierny swej idei eksperymentował aż do śmierci. Z powodu słabego zdrowia zimy spędzał zawsze w Nicei, lato zaś w różnych krajach. Przy końcu 1884 roku przekazał żonie wiadomość, że w chorobie jego zbliża się kryzys, który będzie długi i bolesny. Tak jak powiedział nastąpiły różne fazy cierpień i 21 lipca 1886 roku Home zmarł w wieku 53 lat. Do ostatnich
chwil zachował pełną świadomość. Został pochowany w St. Germain obok swej córki.
Żona Home'a niezwykle troskliwie zaopiekowała się spuścizną męża i ona jest autorką dzieła Daniel Dunglas Home Life and Jrfission, wydaną w Londynie oraz drugą pt. The Gift of D.D. Home, opublikowaną w 1890 roku.
Życiorys Home'a mógłby wydać się mało wiarygodny, gdybyśmy nie przedstawili szczegółowo manifestowanych przez niego fenomenów mediumicznych oraz badań naukowych, przeprowadzonych w tej dziedzinie przez kilku najznakomitszych uczonych.
Na początku posiedzeń Home'a, jak zeznali liczni świadkowie, następowały zwykle podobne do drżenia ziemi wstrząsy podłogi i ścian. Często hałas był tak silny, że z uwagi na innych mieszkańców proszono o umiarkowanie i złagodzenie tego zjawiska. Wstrząśnięcia były odczuwane na dwóch piętrach. O ruchach stołu już mówiłem. Na postawione w myśli pytania otrzymywano dokładne odpowiedzi za pomocą stukań, przy jednoczesnym recytowaniu alfabetu. Pani Peck opisała to szczegółowo. Home zeznał przed członkami „Towarzystwa Dialektycznego", że na stole, który uniósł się w powietrze, znajdowało się osiem osób.
Materializujące się zjawy
Walter Borman mówi, że materializacje manifestowały się u Home'a już w Ameryce. Obok niego widziano, wyczuwano i słyszano całkowicie uformowane postacie ludzkie, których zjawianie się jednak nie następowało tak często, jak u innych mediów. Materializacje te ograniczały się na ogół do poszczególnych części ciała, głów, ramion i rąk, niekiedy zaś objawiały się w postaciach całkowicie uformowanych. Dobrze ukształtowane postacie występowały jednak rzadko, co należy tłumaczyć tym, że posiedzenia z Hornem nie odbywały się w całkowitej ciemności, w której proces materializacji zachodzi najlepiej i nigdy nie stosowano tzw. gabinetu, odgrywającego dla tego fenomenu u innych mediów tak ważną rolę.
Przed omówieniem tych kwestii wskazane jest podanie kilku szczegółów dotyczących budowy ciała medium, które generowało te zjawiska. Home mierzył 174 centymetry, ważył 70-75 kilo-8ra*nów, co stwierdził dr Gully. Zwrócono uwagę na jego dziwnie elastyczny chód, a on sam wzmiankuje jako świadek „Towarzystwa Dialektycznego" o swoich zmiennych rysach twarzy, o których mówi, że dzięki temu zgodnie ze świadectwem innych osób przyjmuje pewien rodzaj identyczności z tymi, którzy po swej śmierci dzięki niemu mogą się ujawnić. Fenomen ten w parapsychologii nazywa się transfiguracją. Tak np. pani Pears informuje, że Home nie tylko opisał dokładnie postać i wygląd swojego dziadka, którego nigdy nie znał, i którego biografię przestudiował szczegółowo, lecz stopił się całkowicie i upodobnił do jego osoby.
W takich wypadkach medium wpadało w trans, w którym, jak samo podaje, odczuwało stan senności i zawrót głowy z utratą świadomości. W tym stanie pozornie całkiem świadomy spacerował Home po pokoju i jak mówi Crookes, dlatego u niego stany świadomości i snu przechodzące w siebie nawzajem nie zawsze dokładnie dawały się odróżnić, a trans można było najlepiej poznać po tym, że Szkot mówił wtedy o sobie w trzeciej osobie, tak jak wszyscy somnambulicy. Po obudzeniu się z transu przez długi czas miał ręce nadzwyczaj zimne.
Transfiguracje, jakim podlegał Home, były widoczne nie tylko na jego twarzy, ale obejmowały niekiedy całe ciało, które kurczyło się albo wydłużało. Astronom lord Lindsay, którego świadectwo A.R. Wallace wysoko cenił z powodu jego naukowej wartości, podaje co następuje:
„Widziałem, jak ciało Pana Home'a będącego w transie wydłużyło się o 11 cali (co zwiększyło jego wysokość do siedmiu stóp). Zmierzyłem go stojącego przy ścianie i stwierdziłem przyrost wysokości; nie zadowolony jeszcze tym ustawiłem go również na środku pokoju i postawiłem przed nim zapaloną świecę, tak że rzucił na ścianę cień, którego wysokość również oznaczyłem. Gdy obudził się [z transu], zmierzyłem znów jego naturalną wysokość zarówno bezpośrednio, jak i za pomocą cienia i wyniki w tym wypadku były identyczne. Mogę przysiąc, że on nie podnosił się z podłogi, ani nie stał na palcach, gdyż dobrze patrzyłem na jego nogi, ponadto jeden z obecnych panów (lord Adare) postawił jedną ze swych nóg w poprzek na stopie Home'a i położył rękę na jego ramieniu, a drugą na jego boku w pobliżu kości biodrowej. Pan Everitt, mąż również znanego medium, który także mówił o zmianach długości ciała Home'a i który zmierzył wydłużenie wynoszące 12 cali i skrócenie 18 cali stwierdził, że (w wydłużeniu tym względnie skróceniu) członki,
nogi, ramiona i ręce brały proporcjonalnie udział". Lord Lindsay stwierdził także wydłużenie ciała medium, gdy leżało ono na podłodze. Jak zauważa Lindsay, końce kości biodrowej i qua-si-żeber leżały przy tym nadzwyczaj blisko siebie. Ubranie nie wydłużyło się razem z ciałem i między kamizelką i spodniami widziano dużą lukę. Po zademonstrowaniu tych fenomenów Home okazywał zmęczenie i osłabienie.
„Takie zdolności przemiany - mówi W. Borman - wskazywały na istnienie u medium zorganizowanej siły, która stanowiła najbardziej wartościową wskazówkę do zrozumienia transfigura-cji i materializacji. Także i wtedy, gdy wyłącza się tłumaczenie czysto animistyczne, i gdy chwyta go w posiadanie jakaś całkiem nieznana siła, daje ona pomost do tłumaczenia (tych zjawisk)". Home stał niezachwianie na stanowisku spirytystycznym i postawę tę manifestował publicznie. Według niego zmaterializowane członki oddzielone od swych organizmów, posiadające zdolność poruszania się i działania, które czasem ograniczały się do jednego palca, zostały zmaterializowane przez duchy w celu zamanifestowania istnienia dobrze uformowanego i jednostkowo poznawalnego ustroju, zamiast niedoskonałych całkowitych postaci, do ukształtowania których rzadko medium starczało siły. Podczas powstawania tych tworów nie wolno było ich dotykać i one zresztą znikały natychmiast. Po pewnym czasie wszakże zmaterializowane ręce chwytały obecnych tak silnie, jak ręce ludzi normalnych i w taki sposób je odczuwano. Były one tak naturalne i często tak bardzo poznawalne, że wielu obecnych w kręgu nie miało wątpliwości, czyją rękę widziało i czuło. Podobne doznania zgłosili uczestnicy seansów z innymi mediami, np. Eusapią Paladino i Teofilem Modrzejewskim.
William Crookes mówi, że w pełnym świetle wyglądały one jak całkiem normalne ludzkie ręce. Obecni na posiedzeniach donoszą, że było dziwne i cudowne zarazem, gdy ręce te trzymane przez nich mocno, tak że nie mogły sie uwolnić, znikały nagle i zamieniały się w nicość, co poświadczył obok tysiąca innych osób również Crookes. Zjawisko to było podobne do całkowicie zmaterializowanej postaci słynnej Katie King, medium Florence Cook, którą nastawiony na zdemaskowanie pan William Volck-man chciał złapać i trafił na pustkę w powietrzu, co spowodowało trwającą kilka miesięcy niemoc medium. Innym razem, gdy ktoś* chwycił medium będące w stanie transfiguracji, spowodował wystąpienie u niego drgawek i kurczy. Materializacje uzyskiwano u Home'a przeważnie przy słabym oświetleniu. Uczestnicy posiedzeń zasiadali przy stole ustawionym koło okna, gdy latarnie uliczne oświetlały pokój z zewnątrz, albo gdy wpadało do niego światło księżyca. Home żałował później, że każde posiedzenie było przeprowadzane wtedy bez pełnego światła, jednak mediumiczna rada głosi, że światło winno być wtedy przyciemnione lub wygaszone. W półświetle materiali-zujące się postacie poczynają rozwijać własne światło, a także znane w mediumizmie białe udrapowanie szaty, w które odziane są zmaterializowane ramiona i ręce i które same wydzielają blask świetlny. W obecności wszystkich patrzących osób materiałizują-ce się postacie tworzyły się często powoli i znikały także stopniowo. Nierzadko było tak, że na tym samym miejscu, które zajmowali uczestnicy i w tym samym czasie, jeden widział ukształtowaną rękę, inny świecącą małą chmurkę, trzeci nie widział nic, oprócz ruchu jakiegoś przedmiotu, kwiatu albo czegoś podobnego, który niosła ta ręka. Crookes i Gardy przytoczyli bardzo trafne spostrzeżenie, doskonale przeciwstawiające się przeciwnikom odnośnie przewrotności ich poglądu o sztuczkach, halucynacjach i sugestii, gdyż różnorodność równoczesnych manifestacji w żadnym wypadku nie dałaby się pogodzić ze sobą, gdyby były one wynikiem działań prestidigita-torskich. Home poinformował o manifestacji zmaterializowanych' rąk w obecności cesarza Napoleona III i cesarzowej oraz członków „Towarzystwa Dialektycznego", ale zapytany o intelektualne reakcje Napoleona I w stosunku do swego siostrzeńca nie udzielił odpowiedzi.
Ręce te pojawiały się nawet w jaskrawym oświetleniu, jak to podaje protokół hrabiny Panigai. Inny tego rodzaju przypadek wydarzył się w Rosji u cesarza Aleksandra II. Walter Bormann podaje, że w oświetlonej sali w obecności Home'a zjawiła się jakaś ręka, która otworzyła jeden z guzików w uniformie cesarza. Był tam zamknięty tajny medalion z lokami włosów zmarłego wielkiego księcia, następcy tronu, jego syna. Wystąpiły potem na tym guziku dźwięki uderzeń z podaniem jakiejś informacji całkowicie zrozumiałej dla Aleksandra II. Wdzięczność cara była tak wielka, że wzruszony przyrzekł Home'owi spełnienie każdego jego życzenia. Home nie zrobił z tego użytku do chwili, gdy krewni poprosili o cesarską łaskę dla skazanego. Car uczynił to i jego prośba została natychmiast spełniona.
Bardzo często obok Home'a ukazywały się nieokreślone mgliste postacie, wykonujące różne czynności. Jedna z pań oświadczyła w „Towarzystwe Dialektycznym", że gdy siedem osób w jej własnym domu prowadziło wraz z Hornem posiedzenie w częściowo przyciemnionym pomieszczeniu, przyszła jak gdyby przez okno cała grupa postaci. Atmosfera była lodowata, a Home, który odróżniał je najdokładniej, naliczył ich dziewiętnaście. W jednej z nich znajdującej się najbliżej i głaszczącej jej włosy rozpoznała ona swego zmarłego krewnego. Postać ta przeszła przez lorda Lindsaya, przy czym zadrżał on z zimna. Jednak najbardziej niezwykły okazał się przyjazny śmiech owego zespołu, gdy ktoś z obecnych zauważył, że postacie te pojawiły się jak gdyby wychodząc z podłogi. Twarze zjaw były niewyraźne, oczy błyszczące, ubiorów nie można było odróżnić.
Widziano także pojawiające się koło Home'a jasno świecące postacie, a podczas jednej jego lewitacji widziano, zgodnie z notatką w dzienniku uczynioną przez jednego z uczestników seansu, jakąś postać kobiecą w błękitnym welonie, w którym tak często pojawiała się jego żona, oraz mężczyznę w ubiorze wschodnim.
Wbrew prawu grawitacji
Specjalnym przypadkiem działania tajemniczej siły są lewitacje, często zachodzące u Home'a. Wspomniałem już, że w 1857 roku zademonstrował on w Bordeaux w zamku ministerstwa marynarki Ducos w pełnym świetle jeden z najdziwniejszych fenomenów: lewitacje aż do sufitu, przy czym hrabia Beaumont, autor opisu tego wydarzenia, usiłował chwycić go za nogi, lecz zatrzymał w rękach tylko jego obuwie, a prokurator Wason w podobnym wypadku według jego zeznania zachował w rękach jakiś przedmiot.
Fenomeny lewitacji zdarzały się u Home'a wielokrotnie. Po raz pierwszy zdarzyło się to w Smith-Manchester u Ward Cheneya, gdzie Home również lewitował do sufitu. Mamy o tym dokładne zeznania Burra. Jeden ze świadków podał, że lewitacja nastąpiła na jego myślowe życzenie. Pisze on, że „Home drżał przy tym od stóp do głów prawdopodobnie z powodu przejmującego wstrętem wzburzenia przyjaciół i strachu, które stłumiły jego głos". Według zeznania Home'a zdarzyło się raz w Ameryce, że lewitacja nastąpiła w świetle dziennym. Swoje wrażenia opisał później w sposób następujący, a warto podkreślić, że zeznanie jego jest dla nas szczególnie cenne:
„Nie odczuwam niczego szczególnego oprócz zwykłego uczulenia w nogach, którego przyczynę przypisuję nadmiarowi elektryczności. Nie czuję żadnej ręki, która podtrzymuje mnie i od pierwszej mojej lewitacji nie czuję żadnej obawy, choć przy spadaniu nie mógłbym uniknąć nieprzyjemnych skutków licznych uderzeń. W ogólności jestem podnoszony pionowo ze sztywnymi ramionami uniesionymi nad głową, jak gdyby chciały one uchwycić niewidzialną istotę, która łagodnie unosi mnie z ziemi. Skoro tylko dotykam sufitu, nogi moje zajmują takie samo położenie, jak głowa i przyjmują pozycję osoby wypoczywającej. W ten sposób szybuję często przez cztery do pięciu minut. W Sloane-Street w Londynie zostałem uniesiony w pewnym pokoju, oświetlonym trzema płomieniami gazowymi, w obecności czterech panów, których świadectwo załączam, niezależnie od pewnej liczby świadków. Czasami następuje zesztywnienie ramion, wówczas piszę ołówkiem litery i znaki na suficie, które w większej części zachowały się jeszcze [w owych pomieszczeniach] w Londynie".
W. Bormann podaje, że lewitacje były dla Home'a tak niespodziewane, że czasem wcześniej niż on sam dostrzegali je obecni świadkowie. Skoro tylko któryś z nich usiłował go pochwycić albo potraktował zbyt gwałtownie, zanim pierwsze objawy siły mogły się rozwinąć, on zaś szybował ponad głowami obecnych, wówczas medium spadało na podłogę. Zdarzyło się to np. wtedy, gdy lord Crawford chwycił go zaraz po wzlocie. Czasem podczas chwytania go za nogi krzyczał z bólu. Lewitacje następowały łatwiej przy przyciemnionym świetle gazowym. Manifestujące się wówczas stukania jak gdyby zalecały to przyciemnianie światła. Lewitacje następowały również w świetle ognia kominka albo w świetle latarni ulicznej; najlepiej zaś zachodziły w świetle księżyca. Uczestnicy zajmowali miejsca przy oknach, Home zaś unosił się do sufitu na środku pokoju, przy czym szybował zawsze w położeniu poziomym w kierunku okien, gdzie w miernym świetle wszyscy mogli go obserwować. Zmiana położenia w powietrzu następowała w sposób delikatny i powolny. Często długo szybował on w pokoju tu i tam, a dzwonki i dźwięki akordeonu poprzedzały drogę jego lotu. To znów był on unoszony wraz z krzesłem, na którym siedział albo przenoszony na stół, który unosił się wraz z nim w powietrze. Najcięższe przedmioty przy tym przesuwały się, a nie poruszony przez nikogo akordeon wygrywał jakąś melodię. Ciężki blok drzewa drżał i ulegał wstrząsaniu. Często nad medium były widoczne w półciemności wspaniałe błyski światła, które w postaci świecących gwiazdek unosiły się nad jego głową, pojawiały się w każdej ręce lub otaczały medium ze wszystkich stron. Raz dostrzeżono obok Home'a unoszącą się jakąś postać owiniętą welonem.
Również Crookes obserwował lewitacje Home'a, ale dochodzące tylko do wysokości trzydziestu centymetrów. Pan Cox i pani Jones przekazali wiadomość, że widzieli dwukrotnie unoszenie się i szybowanie Home'a w ogrodzie. Przytoczę teraz świadectwo Crookesa. „Najlepsze wypadki lewitacji - mówi on - zdarzyły się w moim domu. Raz Home, stanąwszy w bardziej widocznym punkcie pokoju i stojąc chwilę nieruchomo, oświadczył, że czuje się unoszony w górę. Ujrzałem go wówczas unoszącego się z wolna ponad ziemią jakieś sześć cali, na której to wysokości pozostał kilka sekund, po czym równie łagodnie opadł na posadzkę. Żaden z nas wtedy nie opuszczał swego miejsca. Innym razem zostałem wezwany, żebym zbliżył się do niego w chwili, gdy był uniesiony na 18 cali od ziemi. Przesunąłem wówczas rękę pod jego nogami, oprowadziłem nią całe ciało aż ponad głowę i przekonałem się, że był rzeczywiście w powietrzu. W wielu wypadkach krzesło, na którym siedział, wraz z nim unosiło się w górę; wówczas Home wyjmował nogi spod krzesła i ręce podnosił do góry, tak że wszyscy widzieliśmy go w całości. W jednej z takich okazji pochyliłem się i widziałem zarówno, jak i sprawdziłem dotykaniem, że cztery nogi krzesła uniosły się nad ziemią równocześnie, gdy jego nogi również nie dotykały ziemi. Niekiedy siła lewitacyjna udzielała się i innym obecnym; raz na przykład żona moja została uniesiona w górę wraz z krzesłem". W oddzielnym sprawozdaniu potwierdzili lewitacje Home'a, która odbyła się w ich obecności, lord Lindsay oraz kapitan Wynne. Crookes dokładnie zbadał ich doniesienia i potwierdził ich zgodność. W dniu 16 grudnia 1865 roku lord Lindsay widział w Ashley-House na Victoria-Street w Londynie niezwykłą lewitacje Szkota. Pomieszczenie było oświetlone, Home zaś stojąc unosił się w powietrzu. Wymieniony świadek złożył na piśmie „Towarzystwu Dialektycznemu" sprawozdanie z tego wydarzenia. Oto treść jego protokołu: „Home, który przez pewien czas znajdował się w transie i tak spacerował tu i tam, przeszedł do sąsiedniego pokoju. W tym momencie przekazano mi wiadomość. Usłyszałem głos szepczący do ucha: - On ma zamiar wyjść przez jedno okno i powrócić przez drugie. - Przerażony do żywego myślą o takim niebezpiecznym przedsięwzięciu - okno znajdowało się dwadzieścia metrów (70 stóp) ponad ziemią - przekazałem przyjaciołom usłyszaną informację i z niepokojem oczekiwaliśmy jego powrotu. Usłyszeliśmy, jak okno przyległego pokoju otworzyło się i prawie w tym samym momencie zauważyliśmy Home'a unoszącego się w powietrzu [na zewnątrz] nad naszym oknem.
Światło księżyca jasno oświetlało pokój, a ponieważ stałem tyłem do światła, zauważyłem przed sobą na ścianie zarysowany cień ramy okiennej oraz nogi Home'a w odległości około piętnastu centymetrów (sześciu cali). W tej pozycji pozostawał on kilka sekund, następnie otworzył okno, wśliznął się do pokoju nogami skierowanymi do przodu, po czym usiadł na podłodze. Lord Adare wszedł do drugiego pokoju i zauważył ze zdziwieniem, że okno, przez które wydostał się Home, było uchylone tylko trzydzieści centymetrów (dwanaście cali). Medium będące wciąż w transie wyjaśniło: - Pokażę wam to. - Zwracając się plecami do okna Home przechylił się do tyłu i głową naprzód przy całkowitym zesztywnieniu wydostał się na zewnątrz, następnie spokojnie powrócił. Oba okna były oddalone od siebie około dwóch metrów i przed każdym z nich znajdował się trzydziesto-centymetrowy parapet z doniczkami i kwiatami. Nie istniało żadne połączenie między oknami".
Prawdziwość i autentyczność przedstawionych wyżej fenomenów lewitacji Home'a, poświadczonych przez wielu świadków, w konfrontacji z tego rodzaju zjawiskami manifestowanymi przez inne media, nie budzi dziś żadnych wątpliwości. Mimo to wciąż znajdują się złośliwi oponenci, którzy i tutaj wyrażają swój uporczywy sceptycyzm. Należą do nich m.in. L. Sprangue de Camp i Catherine de Camp, autorzy bardzo bałamutnej książki pt. Duchy, gwiazdy i czary, którzy stwierdzają, że „zarówno Adare, jak i Lindsay opisali to zdarzenie. Sprawozdania ich jednak zostały napisane w pewien czas po wydarzeniu i zawierają tak poważne rozbieżności, że ani tło, ani wypadki tego historycznego seansu nie zostały nigdy w pełni ustalone... a Home zabrał swą tajemnicę lewitacji do grobu". Campowie nie zadali sobie jednak trudu podania do wiadomości czytelników tych rozbieżności i tym samym całkowicie podważyli wartość swojej argumentacji. Nadto wywód ich jest kłamliwy, gdyż pozostaje w całkowitej sprzeczności z doniesieniem Williama Crookesa, który, jak już wspomniałem, dokładnie zbadał sprawozdania Adare'a Lindsaya i Wynne'a i nie stwierdził w nich żadnej sprzeczności.
Z dawniejszych autorów Karl Du Prel tłumaczył lewitację mediów odwróceniem biegunowości elektromagnetycznej (?), które według niego wygasza grawitację.
Doświadczenia z ogniem
Home manifestował również inne ciekawe zjawisko paranormalne, był mianowicie odporny na działanie ognia. Świadkami demonstrowanych przez Szkota prób ogniowych byli William Crookes, Jencken, Harrison, Hall, Luxmoore, Everitt, lord Lindsay, lord Adare, Hardinge, Caithness, Douglas, Honywood i pewna liczba innych osób. Widzieli oni te zjawiska w pełnym świetle. „Home, będąc w transie, wyjął ręką z komina rozżarzone do czerwoności, szczególnie duże węgle, jak np. raz o długości sześciu do siedmiu cali, po czym sam nieuszkodzony udzielił tej właściwości innym za pomocą pociągnięć magnetycznych albo -jak twierdził - przez przeniesienie psychicznej siły wiary, tak że bez śladu zaczerwienienia albo pęcherzy znosili oni również to działanie. Gdy jednak ktoś niewierzący cofnął się przestraszony, zabronił także pozostałym dotykać się węgli, zanim nie uczyni nowych magnetycznych pociągnięć, dzięki czemu dotykanie rozżarzonych węgli mogło udać się ponownie bez żadnej szkody. Jednak tylko raz powiedział w transie, że węglowi albo jakimś innym rozgrzanym przedmiotom szklanym albo metalowym został oddany żar, nikt nie mógł bezkarnie na nich położyć rąk. Równocześnie ubiory tych osób nie zostały przy tym przez największe palące się węgle ani spalone, ani zabrudzone. Raz położył Home panu Hallowi palący się węgiel na głowie, który odczuł on jako ciepły, a nie gorący. Węgiel ten leżąc tam przez dłuższy czas nie spalił mu żadnego włosa. Każdy włos ukazywał się jako srebrna nitka na tle czerwonego węgla. Kilku nieufnych, którzy dotknęli wyjęty węgiel, sparzyło się nim jednak". Świadek
tego wydarzenia Mrs. Hall w opublikowanym liście otwartym do hrabiego Dunraren opisała je w następujący sposób:
„Mr. S.C. Hall siedział prawie wprost naprzeciwko mnie, widziałam też, jak Mr. Home, stojąc z pół minuty za poręczą jego krzesła, umyślnie położył na jego głowie bryłkę płonącego węgla. Dziwiłam się często, że nie doznawałam obawy, ale nie doznawałam jej; miałam zupełną wiarę, iż pozostanie on nieuszkodzony. Ktoś z obecnych zapytał: - Czy nie gorąco? Mr. Hall odpowiedział: - Ciepło, ale nie gorąco. Mr. Home cofnął się nieco, ale powrócił jeszcze w tym samym stanie; uśmiechał się on i zdawał się być bardzo zadowolony, a następnie począł białymi włosami Mr Halla owijać czerwony węgiel; włosy te wyglądały wówczas jak nici srebrne. Mr. Home urządził z nich rodzaj piramidy, a węgiel czerwony jeszcze przeświecał pomiędzy nimi u spodu".
Niektórzy opisali uczucie, jakie wywoływały u nich te rozżarzone węgle, mianowicie wydawały się im one zimne. Lord Lindsay, Miss Douglas, Mr. Hall, Jencken i in. byli także naocznymi świadkami wydarzenia, jak Home, który zresztą także umieszczał palące się węgle w swoim ubiorze, pewnego razu włożył swoją twarz w środek ognia, tak iż włosy zwisały w płomieniach bez śladu uszkodzenia. Papier, na którym położono te węgle, został natychmiast w wielu warstwach na wylot przepalony; jednak skoro tylko Home powiedział, że płomień nie będzie temu szkodził, pozostawało to również nieuszkodzone. Z kwiatów trzymanych przez Home'a w środku płomieni nie spadł żaden płatek. Próby te były wykonywane przez Home'a niezliczoną ilość razy z takim samym rezultatem.
Obserwował je również William Crookes, który mówi: „Próbę ognia widziałem wielokrotnie tak w moim domu, jak i w innych. Raz przywołał mnie Home do siebie w chwili, gdy się zbliżał do ognia, prosząc, ażebym dobrze zwrócił uwagę na to, co robi. Po czym zanurzył rękę w stos węgli rozżarzonych i przewracał je bez najmniejszego uszkodzenia skóry. Innym razem podszedł do wielkiego ognia, położył żarzącą się głownię na swojej dłoni, nakrył ją drugą ręką i dmuchał na nią przez palce dopóty, dopóki me rozżarzyła się do białości, a płomienie zaczęły przedostawać S1? spomiędzy jego palców - mimo to nie znalazłem później na nich najmniejszych śladów oparzenia. Było to w zupełnym transie".
Dalsze świadectwa przytoczył Alfred Russel Wallace. „Mr. H. Nisbet z Glasgow oznajmia, że w jego własnym domu. w styczniu 1870 roku, Mr. Home umieszczał żarzący się węgiel w rękach pewnej pani i pana, a uczuwali oni tylko ciepło; następnie umieścił on tę samą bryłkę na złożonej w kilkoro gazecie, wypalając dziurę przez osiem warstw papieru. Potem wziął nowy płonący węgiel, położył go na tej samej gazecie i obnosił po pokoju przez trzy minuty, ale jak stwierdzono, papier w ciągu tego czasu ani trochę się nie osmalił. Lord Lindsay oświadcza dalej - świadectwo zaś jego, jako jednego z niewielu szlachciców, oddających się istotnej pracy naukowej, musi mieć pewną wartość, że w ośmiu wypadkach Mr Home kładł na jego ręku rozżarzone węgle, nie wyrządzając mu żadnej szkody. Mr. W. H. Harrison widział, jak wziął on duży węgiel, zakrywając} dłoń jego ręki, posiadający wymiar 6 do 7 cali. Gdy chodzi"! dokoła pokoju, głownia ta rzucała bladoczerwony blask na ścianę, kiedy zaś zbliżył się z nią do stołu, twarze wszystkich obecnych uczuwały ciepło. Węgiel ten trzymał on na ręku przez pięć minut. Dzisiaj - mówi A.R. Wallace - zjawiska takie zdarzały się już mnóstwo razy wobec mnóstwa świadków. Są to fakty, o rzeczywistości których nie można wątpić, a zarazem takie, iż nie dają się wytłumaczyć przy pomocy znanych prav. fizjologii wrażeń cieplnych".
Home w transie mówi: „Nie jest to żaden cud, mianowicie żadne zniesienie [praw] natury i praw boskich. My powodujemy tylko, że prądy elektryczne rozciągają się nad węglem i w ten sposób przeszkadzają żarowi w uszkodzeniu ręki Daniela. Ludzkość nie zna swej nieograniczonej władzy nad materią".
Wiemy już, że zapatrywanie Home'a na spełnianą przez niego misję było silnie związane z jego spirytualistycznym światopoglądem i że żywił on głębokie przekonanie, że jest otoczony duchami zmarłych. W 1877 roku w wieku 44 lat napisał dzieło Shadows and Lights of Spiritualism, książkę godną uwagi, w której usiłował sformułować prawidłowe objaśnienia faktów i ostrzec przed wszelkiego rodzaju oszustwami i nadużyciami Jeśli chodzi o te ostatnie, to znalazł je Home zarówno w trywialnym, jak ekskluzywnym ukierunkowaniu. Home odnosił się krytycznie do ruchu spirytystycznego zapoczątkowanego prze/ Hippolyte Rivail (Allana Kardecca), którego znał osobiście. Naukę Kardecca o reinkarnacji poddał w swej pracy ostrej krytyce. W. Borman podaje, że gdy lord Adare był kiedyś u Home'a, nastąpiła niespodziewana manifestacja mediumiczna Rivaila o treści następującej: „Żałuję mojej nauki spirytystycznej". W tej godzinie Kardec zmarł nagle nie chorując.
Home dziwił się tej pospiesznej skrusze, ale podał tylko fakty bez komentowania ich. Uważał on naukę Kardecca za błędną. Bóg gniewający się, a nie kochający, niezliczone pozbawione spokoju reinkarnacje, które Rivail przyjmował, uważał Home za dręczącą i pozbawioną ładu dysharmonię, przeciwstawiającą się porządkowi materialnego stworzenia. Śmiał on się z manifestacji Cezara, Temistoklesa, Karola Wielkiego i innych, tak nierozerwalnie związanych z posiedzeniami mediumicznymi, które u niego nie występowały nigdy.
Wyzwania rzucone uczonym
Wspomnę obecnie o zachowaniu się wobec Home'a Michaela Faradaya. Szkot był całkowicie przygotowany poddać się również badaniom tego wielkiego uczonego, jednak postawił mu on tak uwłaczające i hańbiące warunki, zgodnie z którymi wszystko, co dotychczas zdarzyło się na jego posiedzeniach, Home winien objaśnić jako niemożliwość albo oszustwo. Byłoby to samowyszydzenie, którego nie mógł przyjąć. W podobny sposób zachował się irlandzki fizyk John Tyndall.
Wielką gotowość i otwartość wykazał Home w stosunku do Williama Crookesa, którego różne opinie mieliśmy już okazję poznać. Przedstawię obecnie systematyczne badania przeprowadzone przez tego uczonego oraz wnioski, jakie z nich wyprowadził. Rozpoczęły się one w 1870 roku, a już w następnym zostały podane do wiadomości publicznej.
Jednym z bardziej interesujących fenomenów, jakie Home manifestował, była znana nam już „sztuka z harmonią". Ten fakt pragnął Crookes sprawdzić w swym laboratorium, mieszczącym się w jego domu. To i inne doświadczenia szczegółowo opisał w swych publikacjach. Przy wykonaniu prób zostały zachowane wszystkie środki ostrożności. Oprócz Home'a, Crookesa, jego brata oraz asystenta chemii, uczestniczyły w nich dwie znakomitości naukowe Anglii, William Huggins i Ed. W. Cox. Obaj ci świadkowie poświadczyli później zaobserwowane i przedstawione niżej fakty. Oznaczono temperaturę dużego, oświetlonego gazem pokoju (70°F), następnie Home, który włożył ubranie w obecności Crookesa, usiadł przy stole. Cox i Huggins zajęli miejsca z obu jego stron i postawili swoje nogi na jego nogach. Harmonia została umieszczona w drucianej klatce znajdującej się pod stołem. Home zaś trzymał ją wielkim palcem i palcami środkowymi jednej ręki. Dalej cytuję sprawozdanie Crookesa.
„Otworzywszy u dołu klapę własnoręcznie, wysunąłem spod stołu klatkę tyle tylko, ile konieczne było dla wsunięcia w nią harmonii, zawieszonej klawiaturą na dół. Potem klatkę wsunęliśmy znów pod stół, o ile ręka Home'a pozwalała na to; zawsze jednak obecni rękę tę widzieli.
Wkrótce stojący po obu stronach ujrzeli, iż harmonia w dziwny sposób zaczyna się poruszać, potem wydała parę dźwięków, a w końcu odegrała kilka z rzędu melodii; pomocnik mój zajrzał pod stół i oświadczył, że harmonia wydłuża się i skraca; jednocześnie stwierdzono, że ręka Home'a, którą harmonię trzymał, zupełnie była nieruchoma, druga zaś leżała na stole.
Następnie osoby, po obu stronach Home' stojące, również stwierdziły, że harmonia porusza się i obraca wokoło klatki, grając jednocześnie. Dr A. B. (William Huggins) zajrzał jeszcze pod stół i rzekł, że ręka Home'a zdawała się pozostawać zupełnie nieruchoma, jednocześnie gdy harmonia poruszała się i wydawała wyraźne dźwięki.
Home trzymał wciąż ręką harmonię, jak przedtem, tj. od strony przeciwnej do klawiszy, nogi jego były pod nogami dwóch osób; ręka druga leżała na stole, a jednocześnie dawały się słyszeć wyraźne nuty, a potem została wygrana cała prosta melodia. Ponieważ skutek taki wymagał bezwarunkowo określonego i zgodnego naciskania klawiszów instrumentu, wszyscy obecni uznali rzeczony rezultat za doświadczenie rozstrzygające. Lecz bardziej jeszcze uderzające było to, co nastąpiło teraz: Home odjął zupełnie swą rękę od harmonii i włożył ją, tj. swoją rękę, w rękę drugiej osoby, mimo to instrument grał ciągle, chociaż nikt się go nie dotykał, a nawet żadna ręka do niego się nie zbliżyła.
Chciałem doświadczyć, jaki skutek otrzyma się przepuszczając prąd elektryczny po jednym z odosobnionych drutów klatki. Jak przedtem Home trzymał w klatce harmonię, która w tejże chwili zaczęła gwałtownie poruszać się i wydawać dźwięki. Nie mogę sądzić, czy działająca wewnątrz klatki siła uległa wpływowi prądu, czy nie. Home raz jeszcze odjął rękę od harmonii i położył ją na stole pod rękę jednej z obecnych osób; wszyscy widzieliśmy dobrze, że obie ręce jego leżały na stole. Wówczas ja i dwie inne osoby widzieliśmy wyraźnie, iż harmonia kołysała się w klatce, bez żadnej widocznej podpory.
Po krótkiej przerwie fakt ten powtórzył się raz jeszcze. Home znów wsunął rękę do klatki i ujął harmonię, która z początku wydawać zaczęła pojedyncze akordy, a potem w sposób bardzo poprawny i ujmujący odegrała jedną ze znanych smętnych melodii. Podczas gdy rozlegały się dźwięki melodii, ująłem ramię Home'a koło łokcia i przesunąłem rękę wzdłuż przedramienia aż do harmonii: nie drgał ani jeden mięsień. Druga ręka Home'a * leżała na stole, obydwie zaś nogi przydeptane były przez dwie inne osoby".
Przekonawszy się, że instrument poruszał się pod działaniem niewidzialnej siły, Crookes wykonał drugie doświadczenie. Polegało ono na sprawdzeniu faktu zwiększania się ciężaru ciał. Było to możliwe dzięki specjalnie skonstruowanemu przez niego przyrządowi, a składającemu się z mahoniowej deseczki opartej o brzeg stołu, której drugi koniec został przyczepiony do haczyka wagi sprężynowej. Crookes pięciokrotnie stwierdził zmiany ciężaru ciał. „Pięć razy - mówi on - w różnych okolicznościach stwierdziłem, że przedmioty ważące 25-100 funtów, chwilowo ulegały tego rodzaju wpływowi, że ja, jak inne z obecnych osób. z trudnością tylko mogliśmy je podnosić z ziemi".
Home końcami palców dotykał przedmioty położone na brzegu deski (pudełko od zapałek, dzwonek), albo też zanurza! palce w naczyniu z wodą umieszczonym w drugim naczyniu. Pierwsze naczynie zawierało otworki umożliwiające kontakt obu naczyń z jednoczesnym wykluczeniem wywierania bezpośredniego wpływu na wagę, z którą połączony był drugi koniec deski. Crookes zastosował tu urządzenie automatyczne, rejestrujące zmiany ciężaru. „Igła
połączona ze wskazówką wagi kreśliła na szklanej płycie okopconej graficzną linię, wyrażającą różnice ciężaru; płytę poziomo posuwał przyrząd zegarowy. Dopóki palce Home'a nie dotykały przyrządu, na płycie występowała linia pozioma; lecz jak tylko Home dotknął przyrządu, w sposób oznaczony wyżej, linia zbaczała, wykazując przyrost ciężaru o 5000 granów (około 325 gramów). W pierwszym doświadczeniu według planu, gdy Home trzymał palce na dzwonku i pudełku, dr Huggins stwierdził kilkakrotnie, że ciężar, jaki wskazówka wagi wyrażała, wynosił 6,5 do 9 funtów; tymczasem normalny ciężar deski, zawieszonej u haczyka wagi, dosięgał ledwie 3 funtów; przyrost zatem ciężaru wynosił 300%. Crookes zrobił jeszcze następujące doświadczenie porównawcze: wszedłszy na stół całym swym ciężarem (140 funtów) oparł się na tym punkcie deski, na którym Home kładł palce, nie wywierając żadnego ciśnienia. Dr Huggins stwierdził wówczas, że wskazówka wagi posunęła się tylko o 1,5-2 funtów, i to wtedy, gdy Crookes wywołał wstrząśnienie".
William Huggins i Ed. W. Cox po zaznajomieniu się z treścią referatu Crookesa złożyli na piśmie następujące oświadczenia.
„Opierając się na tych doświadczeniach, Crookes dochodzi do wniosku, że istnienie szczególnej siły, będącej w związku z organizmem człowieka, nie ulega wątpliwości. Siłę tę, za pomocą której «ciała stałe, nie ulegając żadnemu widzialnemu ciśnieniu, otrzymują pewien przyrost ciężaru», spotyka się tylko u niewielkiej bardzo liczby ludzi, a i u jednej i tej samej osoby ulega ona zmianom w różnym czasie. Uwzględniając «przykry stan nerwowego wyczerpania, w jakie po doświadczeniach zwykle Home zapadał, stan zupełnego prawie upadku sił, widząc go nieraz leżącego na ziemi, bladego i niezdolnego słowa wymówić», dochodzi Crookes do wniosku, że wpływ ten pochodzi od systemu nerwowego, i że objawom tej siły psychicznej towarzyszy równomierne zużywanie się siły życiowej»".
Publikacje Crookesa wywołały w środowiskach naukowych żywą dyskusję. Podobne doświadczenia przeprowadził w Petersburgu profesor chemii Aleksander Butlerów, a następnie w Ameryce profesor Robert Hare oraz Thury, profesor Akademii genewskiej 1855. Profesor Butlerów posłużył się dynamometrem, który normalnie wskazywał 100 funtów, a gdy Home przyłożył ręce, ciężar wzrósł natychmiast do 150 funtów. Badania But-lerowa omówię na końcu tego rozdziału.
Kilku autorów badało sprawozdanie Crookesa, poddając je drobiazgowej analizie. Niektórzy z nich wypowiedzieli się prze-
ciwko prawdziwości opisanych przez niego faktów. Niemniej charakterystyczne jest, że nawet najbardziej bezkompromisowi krytycy zachowali umiar w ostatecznych ocenach. Przykładem mogą tu być dwaj badacze, Alferd Lehmann i hrabia Carl von Klinckowstroem. Ten pierwszy stwierdził, co następuje:
„Przytoczone materiały mogłyby wystarczyć jako przykład, w jaki sposób Crookes w tych badaniach podchodził do sprawy. Podano jeszcze wiele innych eksperymentów, częściowo przy użyciu odmiennych aparatów; ale dzięki temu nie odkryto nic ponadto, co już poznaliśmy. Ostatecznie nie może być mowy o tym, aby przedstawić tu całkowity przekład dzieła Crookesa. ... [Eksperymenty te] zdają się być, tak jak je tu opisał Crookes. przeprowadzone bardzo troskliwie i w sposób prawdziwie naukowy. Crookes wymyślił i sam zastosował pomiarowe aparaty rejestrujące, a Home został potraktowany jako pewien rodzaj maszyny siłowej, która tu i tam została ustawiona i wypróbowana w różnych warunkach. Właściwe oświetlenie pomieszczenia pozwalało obserwować wszystko, a kilku znanych uczonych czuwało nad prawidłowym przebiegiem doświadczeń. Oczywiście zostały tu zachowane wszystkie wymagane gwarancje świadczące o tym, że otrzymane rezultaty są całkowicie pewne i dlatego doświadczenia Crookesa stanowią zawsze ciężki pocisk wymierzony w uczonych, którzy chcieliby tego rodzaju fenomeny mediumiczne wyjaśnić za pomocą oszustwa ze strony mediów. W przypadku opisanych eksperymentów pogląd taki zdaje się być całkowicie wykluczony zakładając, że ich opis w ogóle jest dokładny".
Eksperymenty Butlerowa
Wmówię teraz słynne badania Butlerowa, autora książki Mediumizm. W 1869 roku przybył on do Petersburga, gdzie zawarł bliższą znajomość z kuzynem swojej żony, Aleksandrem Nikoła-jewiczem Aksakowem, zajmującym się mediumizmem. Posiedzenia odbywały się w kółku domowym, w małym gronie. „Badania nasze - mówi Butlerów - rozpoczęliśmy w listopadzie 1870 roku. Tygodniowo poświęcaliśmy im jeden wieczór, spotykając się w tym lub innym domu. Stałymi gośćmi byli tylko A.N. Aksakow, jego żona, ja, oraz jedna panna, moja kuzynka.
Niekiedy uczestniczyły dwie lub trzy osoby z pośród rodzin lub znajomych kogokolwiek z nas. Żadnych osób nam nieznanych osobiście, lub o reputacji mediów wśród nas nie było. Zebrania nasze ciągnęły się w tej postaci około pół miesiąca, gdy przyjechał do Petersburga Daniel Dunglas Home.
Aksakow poznał się z nim zaraz i nas z nim zaznajomił, umożliwiając nam uczestnictwo w kilku seansach w jego obecności. Następnej zimy 1871-1872 Home zabawił przez kilka miesięcy w Petersburgu i mieszkał u mnie. Oczywiście nie raz uczestniczyłem w jego posiedzeniach. To, co widziałem w ciągu tego czasu wystarczało w zupełności, aby mnie przekonać o rzeczywistym istnieniu objawów mediumicznych oraz o braku jakiejkolwiek mistyfikacji ze strony Home'a. ... Wysnuty przeze mnie wniosek o prawdziwości objawów nie raz miałem sposobność sprawdzić w późniejszych doświadczeniach". Butlerów ma tu na myśli doświadczenia przeprowadzone w latach 1874-1875 z innym medium, Bredifem, również produkującym się w Petersburgu.
Zjawiska występujące w obecności Home'a manifestowały się w większej, aniżeli u innych mediów, sile i natężeniu. Następował ruch nie dotykanych przez nikogo przedmiotów, gra akordeonu, doznawanie przez obecnych wrażenia dotykania rąk nie należących do nikogo z obecnych.
„Te wyraźnie odczuwane dotykiem ręce - mówi Butlerów - poruszały przedmioty, brały je i przenosiły, przy czym nieruchomość i zupełne nieuczestniczenie w mechnicznym znaczeniu tego słowa Home'a w tym samym czasie była skonstatowana z całą pewnością. (...) Przypuszczenia, że obecni byli ofiarą halucynacji nigdy nie mogłem uważać za dopuszczalne. Ja oraz inni obecni w trakcie badanych objawów, w całej pełni byłem świadomy normalnego stanu moich zmysłów, świadczących o rzeczywistości tego, co zachodziło, zresztą niezależnie od zaufania do takiego subiektywnego wrażenia nie mogłem zatrzymywać się na podobnym przypuszczeniu. Wątpię, żeby którykolwiek poważny badacz zgodził się dopuścić identyczną, ogólną, zbiorową halucynację 8-10 osób jednocześnie. ... Większość tych zjawisk zdradza charakter umysłowy. Na przykład ruchy, pukania, podniesienia i dotykania często zachodziły na prośbę obecnych w jakiś określony sposób np. powtarzając się określoną ilość razy, za ich pośrednictwem składane były frazesy, litera za literą itp. Ta intelektualna strona mediumicznych, dialogowych objawów jest
faktem i ja byłem zniewolony uznać je, nie wchodząc na razie w żadne hipotezy i dyskusje".
Butlerów opisał manifestujące się u Home'a zjawisko stukania. Występowało ono przy świetle dwu świec palących się na stole, przy którym odbywało się posiedzenie. „Dźwięki z początku zwykle były słabe, przypominające trzeszczenie drzewa, jakiś chrzęst w stole, później siła ich wzmagała się, dochodząc do wielkiej mocy, jakby ciosów wymierzanych pięścią, lub nogą. Tak różnorodne ciosy rozlegają się to w stole, to w krzesłach, w podłodze, lub w ścianach, nieraz też byłem świadkiem, jak z pomocą takich uderzeń różnego charakteru, rozlegających się w różnych miejscach, wskazywane były litery alfabetu dyktowane przez nas. Zdarzyło mi się w jakiś czas bawić pod stołem, trzymając w ręku zapaloną świecę; pukania bardzo wyraźne rozlegały się w powierzchni stołu nad moją głową, widziałem przy tym nieruchome nogi Home'a".
Odnośnie do zmiany ciężaru ciał Butlerów, podobnie jak Crookes uważał, że źródła siły wywołującej ten fenomen należy dopatrywać się w organizmie medium. „Uważam za bardzo prawdopodobne - mówi on - że gdy z postępem wiedzy zdołamy wprost wymierzyć utracony przez medium zapas energii, okaże się, że będzie on równy wykonanej w toku objawów mediumicznych pracy". Oto jak Butlerów opisał swoje badania i obserwacje.
„Pierwszy raz ze «zmianą ciężaru» spotkałem się na seansie Home'a w lutym 1871 roku w mieszkaniu A.N. Aksakowa. Objaw wystąpił bardzo wyraźnie. Towarzystwo złożone z 10 osób zajęło miejsce za ciężkim czworokątnym stołem o czterech nogach. Ciężar jego wynosił 5-6 pudów. Gdy stół rozpoczął ruchy, Home zaproponował zbadanie zmiany jego ciężaru. Wszyscy próbowali, dochodząc do tego samego wyniku. Po wypowiedzeniu życzenia, by stół stał się lekki, próbujący unieść go za krawędź miał wrażenie, że jakieś obce wspomaganie pomaga mu w uniesieniu stołu. Stół uniesiony wtedy i utrzymywany wagą kołysał się silnie w górę i na dół. Po wypowiedzeniu życzenia, by stół stał się ciężki, trzeba było bardzo wielkiego wysiłku, aby go oderwać od podłogi. Wyrażono życzenie, by stół lekki przy unoszeniu go, stał się ciężki w chwili, kiedy został już uniesiony. Wtedy łatwo było unieść go za krawędź, w tej jednak chwili wydzierał się z rąk, jak gdyby przyciągany przez podłogę. W tym czasie Home siedział biernie na swoim miejscu, u podłużnej krawędzi stołu, położywszy lekko rękę na powierzchni.
Obok Home'a, po obu jego stronach, zajęli miejsce A.N. Aksakow i moja żona. W ten sposób Home był odosobniony od nóg stołu. Wobec tego, że wykluczona była próba wszelkich mechanicznych z góry obmyślonych czynności, nie można było przypuszczać oszustwa. Nikt z obecnych nie miał najmniejszej wątpliwości, że Home nie unosił stołu kolanami, ani nie powiększał jego ciężaru, cisnąc rękami. Nogi jego były nieruchome, a gdy ciężar stołu miał być powiększony, Home unosił nieco ręce, dotykając stołu końcami palców. ... Oprócz tego próbowaliśmy stół unosić nie u tej krawędzi, przy której siedział Home, lecz u innych. Pozostało przypuszczenie, że albo objaw jest rzeczywisty, albo zmienia się nie opór stołu, lecz nasze subiektywne uczucie.
Celem uniknięcia błędów płynących z tego drugiego źródła przyszedłem na następne posiedzenie Home'a, odbyte również u Aksakowa, z dynamometrem. Doświadczenie to z przyrządem w ręku wykonywałem wielokrotnie, tak w obecności Home'a, jak i bez niego.
Podaję niżej najwybitniejsze doświadczenia tego rodzaju, nadmieniając przy tym, że tak w obecności Home'a, jak i Bredife'a, były one wykonywane w oświetlonym pokoju. Na wspomnianym posiedzeniu objawy były dość słabe, ale «zmiany ciężaru» były bardzo wydatne-. Dynamometr uczepiono w środku jednej z krótkich krawędzi stołu. Za jego pomocą podnosiłem stół powoli. Przed seansem normalny opór wynosił 100 funtów, w czasie seansu, na życzenie powiększenia ciężaru stołu, opór wynosił z początku 120 funtów, później 150 funtów, gdym zażądał zmniejszenia ciężaru, przyrząd wskazywał 50 funtów, 35 funtów, wreszcie 30 funtów, zaraz potem na życzenie wskazał 145 funtów, potem znowu doszedł do niższej pozycji 50 funtów. Raz, przy utrzymywaniu stołu na wadze, przyrząd wskazywał 75 funtów, a gdym, nie opuszczając stołu, zażądał powiększenia ciężaru, wskazówka aparatu niezwłocznie przeszła na 125 funtów. W ten sposób zmiany w oporze stołu wahały się w obszarze 120 funtów, od minimum 30 funtów, do maximum 150 funtów.
Home przy tym siedział, jak i poprzednim razem, pośrodku jednej z długich krawędzi stołu, a obecni musieli dojść do przekonania, że Home, jak i poprzednio, nie mógł przyczynić się niczym do sztucznego wywołania objawu. Przypuściwszy, że Home mógł współdziałać rękami, moglibyśmy spodziewać się powiększenia ciężaru stołu, nie zaś zmniejszenia".
Przytoczyłem ten długi cytat z dzieła Butlerowa w sposób całkiem świadomy. Pragnąłem podać bez skrótów świadectwo wybitnego uczonego, poparte użyciem przyrządu, i wykazać bezdyskusyjnie prawdziwość opisanego fenomenu.
Dla porządku wspomnę o całkowicie nieudanym posiedzeniu Home'a, które odbyło się dnia 22 marca 1871 r. o godzinie 20.30 w gabinecie fizycznym Akademii Petersburskiej. Brali w nim udział: dyrektor wydziału medycznego, E.W. Pelikan, członkowie Akademii Umiejętności, P.L. Czebyszew, F.W. Owsjan-nikow oraz A.M. Butlerów. Był też prof. Wszechnicy J.F. Cyon. Świadkami ze strony Home'a byli Aksakow i baron von Meyen-dorf. „Na środku pokoju stał pokryty zielonym suknem stół. Wobec tego, że Home zapewnił, że jest mu obojętne z jakiego materiału stół wykonano, zdjęto ze stołu sukno; miejsce blatu stołu zajęła szklana tafla. Na podłodze pod stołem rozesłano białe prześcieradło. Dwie postawione na stole świece oświetlały jaskrawo całą przestrzeń pod stołem i nogi obecnych. Posiedzenie to było nieudane, żadne zjawiska nie wystąpiły. Było wprawdzie trochę pisaniny w gazetach, trochę sprzeczek między uczonymi i cała sprawa poszła w zapomnienie".
Niepowodzenie Home'a wytłumaczył Butlerów w sposób następujący: „Gdyby nawet Home był zdrowy w czasie tego posiedzenia, to samo zastosowanie szklanej tafli w miejsce blatu stołowego mogłoby wystarczyć, aby znacznie osłabić przebieg seansu. Każdy nowy warunek zrazu osłabia objawy mediumiczne i tylko stopniowo mogą się one oswoić ze stałym zastosowaniem tęgo warunku, dochodząc wreszcie znowu do wysokiego stopnia siły. Sądzę, że korzystne doświadczenie można by uzyskać i przy szklanym blacie stołu, ale dopiero po dłuższym eksperymentowaniu z takim stołem, nie temu więc się dziwię, że posiedzenie nie powiodło się, ale temu, że Home zgodził się w ogóle na nie, chociaż mógł a priori spodziewać się zupełnego niepowodzenia".
Uczony rosyjski był świadkiem całkowitej lewitacji stołu oraz dzwonka, a także przesuwania się nie dotykanego przez nikoao fotela.
„Zjawiska zupełnego wzniesienia się stołu w powietrze - mówi on - pod rękoma uczestników widziałem wielokrotnie i to w warunkach wykluczających wszelką wątpliwość co do autentyczności tego zjawiska. Możemy je zaliczyć do tej samej kategoria co zjawiska zmiany ciężaru stołu. ... Obie przednie nóżki tłotela stojącego obok mojego dużego stołu] uniosły się nieco ku
Zycie górze, chociaż nikt się go nie dotykał i dotykać nie mógł, w tej pochylonej pozycji fotel kilku szarpnięciami podsunął się od swojego miejsca do naszego stołu. Przysunąwszy się doń zupełnie, zrobił ów fotel kilka jeszcze nieprawidłowych poruszeń i zatrzymał się, zająwszy wolną przestrzeń prawie u rogu stołu między Hornem a jego sąsiadem. Chwilę później Home wziął dzwonek znajdujący się na naszym stole i zaczął trzymać go u krawędzi stołu w pewnej odeń odległości nieco niżej od jego blatu. I dzwonek i ręce Home'a były dobrze oświetlone. Po kilku sekundach Home puścił dzwonek i ten swobodnie zawisł w powietrzu, nie dotykając się ani stołu, ani jego krawędzi, ani krzeseł, ani żadnego innego sprzętu. Sąsiad Home'a, sędziwy pisarz rosyjski, Michał Piotrowicz Pogodin, między którym a medium Hornem fotel się zatrzymał, z daleka mógł obserwować dzwonek płynący w powietrzu. Poznawszy od niedawna Home'a u mnie w domu, pragnął skorzystać ze sposobności i być świadkiem tych dziwnych zjawisk. Ja siedziałem u przeciwnej Home'owi krawędzi stołu. W czasie, gdy dzwonek bujał w powietrzu, wstałem i mogłem przez długość stołu widzieć górną część dzwonka. Wkrótce dzwonek opuścił się na kolana Home'a, zatrzymał się tu przez chwilę spokojnie, po czym zerwał się w górę, opuścił na poręcz przysuniętego fotela i tam już pozostał. Przez cały ten czas dzwonek pozostawał w obrębie jasno oświetlonej przestrzeni. Ręce Home'a i pozostałych uczestników podobnie, jak i inne przedmioty, nie dotykały się dzwonka, gdy on bujał w powietrzu. Na zapytania moje zwrócone do wspomnianego sąsiada, który mógł dzwonek obserwować z bliska, czy nie dotykał się on przypadkiem zwisającego rogu serwetki, otrzymałem odpowiedź przeczącą".
Najbardziej uderzającym objawem manifestowanym przez Home'a była wspomniana już materializacja rąk. Oto, co na ten temat mówi Butlerów:
„Niezwykłość tych objawów jest tak wielka, że na przyjęcie ich autentyczności zgadzamy się dopiero pod ciężarem wielkiej masy licznych i różnorodnych osobistych obserwacji, wykluczających wszelkie możliwe wątpliwości. Wrażenia, o których ja już wspomniałem, przedstawiające się uczestnikom w postaci dotykania rąk, są objawem stosunkowo rzadkim, wymagającym widocznie bardzo wysokiego stopnia rozwoju uzdolnienia mediumicznego. W pełnym świetle, a przecież jednak w przestrzeni stosunkowo ciemnej, bo pod stołem, doznałem dotknięcia rąk tylko w obecności Home'a. ... Crookes i liczni inni badacze nie tylko dotykali tych rąk, ale i widzieli je przy świetle na seansach Home'a. Ja raz jeden tylko na jego posiedzeniach schyliwszy się pod stół, ujrzałem ciemną sylwetkę ręki na klawiaturze harmonijki, którą Home trzymał za przeciwny jej koniec, a druga jego ręka leżała na stole. Nieraz mi się zdarzało zupełnie wyraźnie czuć dotknięcia, często potem z mojej ręki opuszczonej pod stół brano różne przedmioty, np. dzwonek, ołówek, chustkę i przenoszono. Ręce wszystkich obecnych, nie wyłączając Home'a, leżały wtedy na stole, na którym paliły się dwie świece. Home był zupełnie nieruchomy; o tym, że nie miał on żadnych przyrządów, którymi mógłby się posługiwać, nikt nie mógł mieć najmniejszej wątpliwości; nogi jego obute były pod kontrolą i nie poruszały się. Jestem przekonany, że ktokolwiek miał sposobność więcej razy uczestniczyć w seansach Home'a, nie będzie mógł poważnie traktować przypuszczenia o posługiwaniu się jakimi bądź przyrządami, sztucznymi rękami lub obnażonymi nogami. Ręce, o których mówię często, unosiły zwisający brz'eg obrusa, dotykając uczestników poprzez jego tkaninę. Widziałem np. jak raz brzeg obrusa został uniesiony 3-4 werszki nad powierzchnię stołu, gdy tymczasem Home fizycznie zupełnie w tym nie uczestniczył. Szczegól-; nie wyraźnie uczułem dotknięcie w styczniu 1872 roku na seansie |z Hornem, odbytym w moim gabinecie w obecności kilku |znajomych. Opuściłem dzwonek na stół i poczułem wyraźnie, jak loja ręka była dotykana przez delikatne, malutkie, niejako iziecięee paluszki, które wreszcie z całą ostrożnością odebrały mojej ręki dzwonek. Dzwonek ten, puszczony z mojej ręki, nie ipadł, ale zaczął dzwonić, poruszając się w przestrzeni pod Stołem".
|