Żadne z proroctw dotyczących losu Polski nie zyskało takiego rozgłosu w literaturze, ani nie stało się powodem tylu polemik, jak właśnie „Wieszczba dla Polski" księdza Marka Jandołowicza. Pochodzi ona — według ostatnich ustaleń prof. dr. Emanuela Rostworowskiego — z roku 1767. Wysoką rangę literacką nadał temu wierszowi Adam Mickiewicz, a znawca romantyzmu, profesor Stanisław Pigoń, uważał ten utwór za „nasienie całej naszej poezji mesjanistycznej". Właśnie między Pigoniem a znawcą epoki Konfederacji Barskiej, profesorem Władysławem Konopczyńskim, wywiązała się na temat autorstwa tego utworu polemika na łamach „Myśli Narodowej" w 1934 roku (patrz Aneks 2). Konopczyński skłonny był przyznać autorstwo wiersza księdzu Tomaszowi Garlickiemu, współcześników i
księdza Marka, kapelanowi konfederatów w Krakowie w 1768 roku i u Pułaskiego na Jasnej Górze w 1771 roku.
Dlaczego kwestionowano autorstwo księdza Marka? Otóż ten pobożny karmelita w swoich przepowiedniach i „ordynansach" — jakby glejtach nie bieskich, zabezpieczających ich posiadacza przed działaniem złych mocy — wykazuje cechy stylu dość prostackiego i rubasznego. Michałowi Krasińskiemu, marszałkowi Konfederacji Barskiej i pradziadowi wieszcza Zygmunta w prostej linii, wydał ordynans, w którym znajdujemy taki fragment:
„Wszelkim zaś chorobom, zarazom, impetycjom, zdradom, natarczywością, niebezpieczeństwom, nieprzyjacielskim odwagom etc. krwią Jezusową Ordynans daję: won, precz, na ustęp każę i przymuszam..."
Emanuel Rostworowski udowadnia, że nie we wszystkich tworach swego pióra był ksiądz Marek tak rubaszny. Na dowód przytacza piękny fragment „Modlitwy przez księdza Marka złożonej dla konfederatów", odnalezionej w papierach Stanisława Augusta.
„Jeżeli ten sam człowiek, który prostacko pokrzykiwał w ordynansach, ułożył tę piękną modlitwę, to chyba mógłby być i autorem „Wieszczby" — broni autorstwa Jandołowicza Emanuel Rostworowski. Kim był ksiądz Marek? Postać to sławna, wyniesiona wysoko przez naszą literaturę romantyczną, opiewana w dramacie Słowackiego. Ale, jak zwykle, nieco inna w rzeczywistości, niż w utworze literackim. Syn lwowskiej rodziny mieszczańskiej przywdział habit karmelity w 1734 roku, później przez parę lat działał na Białorusi jako wybijający się kaznodzieja. W dwadzieścia lat po wstąpieniu do zakonu otrzymał stanowisko przeora w klasztorze w Głinnikach (Annapol), które pełnił najprawdopodobniej do 1762 roku. W 1759 roku Lubomirscy ofiarowali karmelitom plac w Barze pod klasztor i ksiądz Marek przystąpił energicznie do zbierania datków na budowę po całej okolicy. Buduje klasztor i kościół w Barze, ale nie zdążył budowy tej przykryć dachem, bo zaplątał się w politykę i jego działalność kwestarską przerwała Konfederacja Barska.
Przepowiednia powstała w Barze — bo tu właśnie rezydował ksiądz Marek — twierdzi Rostworowski. Prorokował detronizację Stanisława Augusta, powrót na tron Sasów, a konfederatom przepowiadał wszelkie pomyślności. Był dobrej postury, miał wielkie błękitne oczy. Obiecywał, że konfederatom sprowadzi na pomoc z nieba pioruny i grzmoty. Wszyscy byli pod niewątpliwym wpływem księdza Marka, nawet racjonalista, generał Józef Wybicki, który z tego tłumaczył się w pamiętnikach: „Jeżeli wówczas równie z drugimi czciłem w nim kandydata do kanonizacji, było winą czasów".
Nieco inny portret księdza Jandołowicza maluje w pamiętniku swoim Włodzimierz Swaryczewski, jakże odmienny od pięknej i poetyckiej wizji Słowackiego:
„... mnich rubachą, co to kwartę siwuchy wydoi, habitem gębę obetrze, na ambonę wstąpi i kazanie takie rąbnie, że szlachta to niby bobry łzy wylewa, to znów na kształt rozjuszonych byków ryczy. Miał dowcip i odwagę i jak trzeba było cnotę chrześcijańską pokazywał..." —N.
Ksiądz Marek przygotowywał niewątpliwie grunt pod zawiązanie Konfederacji Barskiej. W czasie jej trwania był autorem niefortunnego pomysłu \ obrony nie warownego Baru, który oczywiście padł wkrótce podczas szturmu. Ksiądz Marek z początku, jak ksiądz Kordecki na murach Częstochowy, z krzyżem w ręku zagrzewał obrońców do walki — schronił się potem w zamieszaniu do wsi Nowosiółki, gdzie wynaleźli go Kozacy. Powlekli go do więzienia w Połonnym, a potem w Kijowie, gdzie przesiedział sześć lat. Przed nuncjuszem papieskim, Garampim — już na wolności — wyparł się udziału w Konfederacji i powiedział nawet, że odradzał to zbrojne wystąpienie. W latach 1777—1783 pełnił znowu funkcję przeora w Barze. W czasie Powstania kościuszkowskiego błogosławił brygadzie generała Kopcia, a ostatnie lata życia, dość długiego, bo prawie dziewięćdziesięcioletniego, spędził we wsi Berezówka pod Lubarem, na Wołyniu. Tam zmarł w 1799 roku, przeżywszy wszystkie rozbiory.
W okresie Konfederacji był niewątpliwie autorytetem, stworzył mistyczny grunt pod wybuch tego ruchu, dając jak gdyby Bożą porękę na powodzenie przedsięwzięcia. Uważany też był niemal za urzędowego proroka w początkach Konfederacji. Utwór „Wieszczba dla Polski" przeważnie wiązany był w licznych odpisach z osobą księdza Marka jako autora — to znaczy na czterech z jedenastu, które badał Emanuel Rostworowski. Pięć z nich nosi datę 1767 i wszystko wskazuje na to, że właśnie wówczas powstała „Wieszczba", gdyż operuje hasłami z początków Konfederacji Barskiej. Mianowicie widzi na tronie polskim księcia Alberta Cieszyńskiego, syna Augusta III Wettyna, a więc Sasa, ożenionego z córką cesarzowej austriackiej Marii Teresy.
Interpretacja przepowiedni
Jak każde proroctwo i wieszczba księdza Marka operuje tajemniczymi
symbolami, jak jednogłów, strzelec, róża, kogut, a wszystko to w mglisto-mistycznym sosie. Apokaliptyczna wizja przyszłych wojen, cierpień i wynaturzeń jest tak ogólnikowa, że trudno w zasadzie odnieść ją wprost do wydarzeń historycznych. Mickiewicz widział w niej przepowiednię dla całego polskiego wieku XIX, ale ostatnie badania prof. Emanuela Rostworowskiego zawężają jej odniesienia bezpośrednio do czasu Konfederacji Barskiej. Wielu uczonych dyskutowało nie tylko nad terminem jej powstania, ale również nad interpretacją tekstu.
W początkowych trzech wierszach tekstu prof. Pigoń domyślał się zapowiedzi politycznej aktywności Polski, a prof. Konopczyński widział program dziedziczenia tronu. Dalsze trzy wiersze odnoszono najprawdopodobniej do Prus, Rosji i Turcji (lutrzy, schizma i poganie), ale prof. Rostworowski widzi w nich raczej tylko wewnętrznych „wrogów" w postaci luteranów, schizmatyków i muzułmanów, w związku z programem równouprawnienia wyznań, wysuwanym przez konfederacje słucką i toruńską w 1 67 roku.
Wiersze 8—10, mówiące o orle dwugłowym, jednogłowym i czarnym prot. Konopczyński tłumaczy jako zapowiedź związku dynastycznego Polski z Austrią („Jednogłów piersi czarnego
osiądzie, z którym złączony cuda czynić będzie") poprzez wstąpienie na tron księcia Alberta cieszyńskiego, syna Augusta III, ożenionego z córką cesarzowej Marii Teresy, a zatem skoligaconego z Habsburgami i pod ich protektoratem władającego w Cie¬szynie) nie. Właśnie tego księcia bardzo chcieli wprowadzić na tron polski ludzie, stojący u początków ruchu barskiego — Anna Jabłonowska, Ignacy Potocki, arcybiskup lwowski Sierakowski, a także Józef Pułaski, ojciec Ki-zmierza i marszałek związku wojskowego konfederatów.
Istną zagadką są wiersze 20—22. Co do zdrady sąsiadów nie ma tutaj wątpliwości, ale z jakim to „wielkim mocarzem" skłócą Polskę? Wynikałoby z tekstu, że chodzi o państwo, które nie jest sąsiadem Rzeczypospolitej. Prof. Rostworowski widzi tu „prognostykarską niezrozumiałość" czy „mglistość apokaliptycznej wizji". Zapowiedź gwałcenia zakonnic, zabijania księży, więzienia mnichów i rabunku kościołów, według niego odnosi się do najbliższych wydarzeń Konfederacji Barskiej, która miała w sobie elementy wojny religijnej „za wiarę". U Mickiewicza mamy do czynienia z szerszym potraktowaniem tekstu i odniesieniem go do wszystkich powstań narodowych XIX wieku. Jednakże zaraz później występująca (wiersze 29—30) „cna góra, złotym otoczona kołem" — to niewątpliwie Częstochowa i Jasna Góra, której autor przepowiedni wyznaczał jak gdyby specjalną rolę w najbliższym czasie — jako ośrodkowi strategicznemu (twierdza) oraz kultowemu o tradycji patriotycznej (przełamanie naporu Szwedów w czasie potopu). Faktem jest, że zdobyta przez Kazimierza Pułaskiego Jasna Góra odegrała poważną rolę w ostatnim okresie Konfederacji Barskiej.
Prof. Emanuel Rostworowski twierdzi, że proroctwo księdza Marka odegrało w ogóle wielką rolę „w wytworzeniu tej mistycznej atmosfery, w której doszło do zawiązania się Konfederacji Barskiej" i niewątpliwie ma rację. Jednakże owa mglistość
profetyczna i wizje apokaliptyczne wcale nie ujmują tekstowi znamion proroctwa na cały polski wiek XIX, jak chciał tego Adam Mickiewicz.
„Wieszczba dla Polski" księdza Marka
Dotąd królestwo polskie niekwitnące Dokąd nie będzie wstępno władające. Ale jak tylko następny nastanie. Drgną strachem lutry, schizma i poganie. Pierwsi dwaj swojej hardości przypłacą. A drudzy prawo wraz z państwem utracą. Kościół na skale stanie się wspaniały. Dwugłowy w kolor przebierze się biały. Jednogłowy piersi czarnego osiędzie,
z którym złączony cuda czynić będzie. Natenczas wszelki pielgrzym swoje śluby. Złoży przy grobie Bogu trybut luby.
Niewolnik wolno wyjdzie bez okupu. Strzelec pozbędzie łakomego łupu. Róża naturę zimną w ciepłą zmieni, Kogut z chytrości jak wąż się wyleni. I tak nastaną złote znowu wieki. Wieść opowiada: czas już niedaleki Ale ty Polsko, po czasu niewiele. W smutnym się musisz zagrzebać popiele. Chytrzy sąsiedzi ciebie twoi zdradzą. I z jednym wielkim mocarzem powadzą. Stąd strasznych wojen postaną turnieje. Miecz krwie niewinnej obficie wyleje. Wiele odważnych marnie zginie braci. Wstyd poświęcony Bogu panna straci. Kapłan ofiarą przy ołtarzu leże. W toż licho mnich z zakonnikiem sprzężne. Cna góra, złotym otoczona kołem. Niech ufa Bogu. nisko bijąc czołem. Bowiem najbliższą będzie straszne; burzy. Dym ją z innymi zarówno okurz. Kościoły z ozdób obdarte zostaną. Dni prawie wszystkich płaczliwe się staną. Lecz się najwyższy twej krzywdy użali. Na nichźe samych tę ruinę zwali. Więc czyń wielkiemu dzięki Bogu wcześnie. Bo on im przytrze wyniosłego rogu. A ty jak Feniks z popiołów powstaniesz. Cnej Europy ozdobą się staniesz.